All posts filed under: filozofia życia

nie oglądam telewizji

ŻYCIE Z TELEWIZOREM, ALE BEZ TELEWIZJI

Od 11 lat nie oglądam telewizji. Nie oznacza to, że nie mam w domu telewizora, ani że nie oglądam niczego i nie orientuję się we współczesnej popkulturze. Ba, jester nawet przekonana, że aby mieć pojęcie na temat świata i konsumować rozrywkę i kulturę trzeba właśnie zrezygnować z oglądanie tradycyjnej telewizji. Telewizja to nałóg, ale uświadomiłam sobie to dopiero, gdy jej zabrakło w moim życiu. Po przeprowadzce do Anglii nie mieliśmy telewizora – były po prostu inne priorytety niż wydawanie kasy na odbiornik i abonament. Na początku nie potrafiłam zapełnić tej pustki powstałej po odstawieniu telewizora. Nie brakowało mi jakiegoś konkretnego programu, nawet nie do końca mogłam sobie po jakimś czasie przypomnieć sobie co jak tak na prawdę wcześniej oglądałam w tej telewizji! Znikną ogłupiacz i zabijacz czasu a ja nie wiedziałam co z tym odzyskanym czasem zrobić. Oczywiście pierwsza myśl to kupić telewizor i zacząć znowu oglądać. Na szczęście (teraz wiem, że na szczęście. Wtedy mnie to denerwowało!) nie mogliśmy sobie na to finansowo pozwolić. Poza tym mieszkaliśmy w kiepskich warunkach i nawet nie było by miejsca …

london styline

NIE BĄDŹ GROŹNY I GŁUPI

Wczoraj był ciepły wieczór. Siedziałam przed komputerem, w całym domu były pootwierane okna. Na naszej ulicy jest raczej cicho, tylko czasem krzyknie gdzieś lis, trzasną drzwi samochodu, zaśmieją się sąsiedzi siedzący przy grillu kilka domów dalej. Typowy wieczór na przedmieściach dużego miasta. W oddali Londyn miga i błyszczy a jak podejdę na róg naszej ulicy, to widzę migotliwe wieżowce Canary Wharf.  Często słyszę i widzę fajerwerki rozbłyskające nad miastem. W Londynie prawie codziennie są gdzieś fajerwerki – to z okazji Divali, Hanuki, amerykańskiego Dnia Niepodległości, czy z powodu setki innych festiwali. Mieszanka kultur, tradycji i zwyczajów tworzy to miasto i jego niepowtarzalny klimat. Wczoraj wieczorem, około 22, w oddali również było słychać fajerwerki. Tylko tym razem mój umysł zabrał mnie w mroczniejsze zakątki podświadomości i podszepnął mi, że może te wybuchy to odgłosy bomb i wystrzałów, że może właśnie zaczął się kolejny atak terrorystyczny.  Zadumałam się nad tym chwilę, ale szybko mentalnie machnęłam ręką i wróciłam do idei fajerwerków. Dwie godziny później mąż krzyknął do mnie z innego pokoju żebym sprawdziła wiadomości. Zamach. Kolejny zamach. O godzinie 22.08 …

jak często prać

JAK CZĘSTO PRAĆ?

Jak często zmieniasz pościel? Jak często pierzesz ręczniki? Nie musisz odpowiadać. Wiem, że robisz to źle. Za często albo za rzadko. Nie w ten dzień tygodnia albo nie o tej porze dnia i nocy. Na pewno też źle pierzesz, złego płynu do tkanin używasz i generalnie to zaraz dopadnie cię choroba. Albo śmierć w najlepszym wypadku. Ewentualnie ugryzie cię roztocze i wda się zakażenie. Albo bakterie. Niedajboże grzyby i pleśń! Co jakiś czas trafiam na internetowe dyskusje na temat ‘jak często prać’. Temat prania ręczników zdaje się zaprzątać umysły pań domu i rozgrzewać do czerwoności ich wewnętrzny kompas prawdy i prawilności. ‘Nie wyobrażam  sobie jak można nie zmienić ręczników po trzech wytarciach się! Toż to obrzydliwe!’ – bębnią w klawiatury. ‘Pościel trzeba zmieniać co tydzień bo inaczej to niehigieniczne i może się źle skończysz, szczególnie dla dziecka’ – wieszczą matki polki. Acha, zapomniałam jeszcze, że poduszki trzeba zmieniać co sześć miesięcy ponieważ inaczej stają się siedliskiem wszelkiego zła i pomału nas w nocy zabijają. Fakt numer 1: co roku upadek z łóżka jest przyczyną śmierci koło 450 ludzi …

CZYM JEST SLOW TRAVEL?

Romantyczna idea slow travel to rzucenie pracy i ruszenie w drogę na wiele miesięcy i bez konkretnego planu. Nie każdy jednak może sobie na taki luksus pozwolić i zazwyczaj mamy do dyspozycji dwa, trzy tygodnie na jeden wyjazd. Czy można podróżować w rytmie slow gdy ma tak się mało czasu? Można, ponieważ w wolnym podróżowaniu nie chodzi o czas trwania podróży, ale o sposób w jaki podróżujemy. Wolne podróżowanie to odwaga by nie podążać za tłumem i zrozumienie, że nie ma czegoś takie jak atrakcje, które koniecznie trzeba zobaczyć. Największymi przekleństwami przy planowaniu wyjazdu są przewodnik turystyczne oraz przeklęte FOMO, czyli Fear Of Missing Out (strach przed tym, że ominie nas ważna informacja czy wydarzenie). Praktycznie każdy przewodnik czy strona internetowa o podróżach pokazuje nam jakieś top 5, top 10 – wylicza miejsca czy rzeczy które w danym kraju trzeba koniecznie zobaczyć. Syrenka w Kopenhadze, Pałac Buckingham w Londynie, Khao San Road w Bangkoku oraz Killing Fields w Phnom Penh. Współczesny turysta podąża szlakiem atrakcji reklamowanych przez biura podróży i przewodniki. Konsumuje kolejne miejsca, miasta, kraje jak punkty na mapie świata –  bez głębszej refleksji, …

KOCHANY MIKOŁAJU…

Jeszcze trzy dni i będziemy mieli grudzień. Wszędzie widzę już choinki i świąteczne dekoracje. Wszyscy robią jakieś kalendarze, kręcą wianki i piszą listy do Mikołaja. Mnie jakoś to zupełnie nie obchodzi i zamiast cieszyć się tą świąteczną atmosferą, wzdycham do długich dni, do słońca i do beztroskich wakacji. Och, jak bardzo bym chciała móc co roku pod koniec listopada wyjeżdżać z Europy w jakieś cieplejsze zakątki świata… Jak bardzo bym chciała móc uciec i nie musieć patrzeć na te zakupowe szaleństwa i świąteczne dekoracje. W tym roku jest mi jakoś wyjątkowo ciężko i nie mogę od kilku tygodni znaleźć spokoju. Coś mnie męczy, coś doskwiera, coś uwiera i powoduje smutki i denerwującą melancholię. Czuję się jakby życie było gdzieś obok, a ja, zamknięta w szklanej klatce, mogę się mu tylko przyglądać.  Może po prostu brakuje mi słońca? Czytałam kiedyś, że w krajach gdzie długo jest ciemno, ludzie częściej cierpią na depresje i by temu zapobiec zaleca mi się doświetlania i inne medyczne hokus-pokus. Może powinnam iść na solarium? No ale przecież rak i zło. Dramat, po prostu …

CZYM NIE JEST MINIMALIZM: DWA BŁĘDNE PODEJŚCIA

Bycie minimalistą jest teraz na czasie. Wszędzie uczą i pouczają jak ograniczyć ilość posiadanych rzeczy i tym samym uzyskać dostęp do minimalistycznego nieba szczęśliwości. Nie kupuj, nie wydawaj, odszukaj swoje prawdziwe ja i zdefiniuj swoje prawdziwe potrzeby i wejdź do krainy wiecznej szczęśliwości, gdzie na koncie przyrastają zera, czas jest z gumy a my spędzamy czas na robieniu tylko przyjemnych rzeczy.  Czy minimalizm jest zatem lekarstwem na całe zło tego świata i kluczem do szczęśliwości? Nie wątpię, że idea jest bardzo szlachetna i na pewno postępowanie według zasad minimalizmy podnosi jakość życia. Głównym założeniem minimalizmu jest pozbycie się wszelkich rzeczy, nie tylko materialnych, które tak na prawdę nic nam nie dają i nie wnoszą żadnych wartości. Pierwszym krokiem do osiągnięcia tego celu jest głęboka, wewnętrzna refleksja i według mnie to jest główną zaletą minimalizmu. Ludzie są dzisiaj tak zajęci i tak zaabsorbowani zewnętrznym światem, że zatracili umiejętność autorefleksji. W rzadkich momentach kiedy brakuje zewnętrznych bodźców – na przykład jesteśmy sami, bez telefonu, Internetu, gazety – zupełnie nie wiemy co ze sobą począć. Niektórzy zaczynają się …

jesień

INSTAGRAM I POCZĄTEK JESIENI

Czy na prawdę wrzesień już się skończył? Przecież dopiero mieliśmy sierpień! Nie wiem czemu ten miesiąc tak szybko mi zleciał. Wydaje mi się, że nie był jakiś szczególnie obfitujący w wydarzenia, życie po prostu toczył się swym normalnym torem. Czy aby na pewno Zajrzałam na swój Instagram i okazała się, że wcale tak mało się nie działo i wrzuciłam nawet całkiem sporo zdjęć. WAKACJE Na początku września jeździłam rowerem po lasach Drawnieńskiego Parku Narodowego. Była piękna pogoda, zaczynały kwitnąć wrzosy. Uwielbiam takie późne lato – znikają wakacyjne tłumy i można rozkoszować się samotnymi spacerami czy pustą plażą, a jest jeszcze na tyle ciepło, że można się kąpać. Ja oczywiście zaliczyłam moczenie się w jeziorze, sto razy lepiej niż w morzu! O nadchodzącej jesieni przypominały kwitnące już wrzosy, panie sprzedające grzyby przy drodze i czerwieniejący bluszcz na moim domu na wsi. Pięknie, najpiękniej. Niestety potem nastąpiła tak zwana zła passa, lub po prostu pech i do Anglii wracaliśmy z przygodami i trochę zestresowani. Czasem tak się w życiu dzieje i nie ma co się nad tym …

ABORCJA

Aborcja to temat, który elektryzuje chyba wszystkich. Jednak nie o aborcji chcę dziś pisać. Ta obecnie tocząca się debata w Polsce skłoniła mnie do refleksji na temat sposobu prowadzenia dyskursu oraz o relacjach między ludźmi w Polsce.Mieszkanie za granicami ojczystego kraju po pewnym czasie sprawia, że zaczynasz nabierać dystansu do rzeczy, które kiedyś były dla ciebie zupełnie normalne. Ba, nawet nigdy się nad nimi nie zastanawiałeś, nawet nie wiedziałeś że można się nad nimi zastanawiać. Ten dystans może być błogosławieństwiem, ponieważ np. pomaga wyzwolić ze schematów czy sposobów myślenia które nie przynosił nam szczęścia i nas ograniczały. Może jednak być też przekleństwem, bo wywraca uporządkowany świat do góry nogami i trzeba sobie na nowo wszystko zdefiniować i poukładać, a to już nie każdemu się udaje i nie każdy potrafi. Dla mnie ten dystans okazał się błogosławieństwem, a teraz pozwala mi patrzeć na odbywającą się debatę o aborcji z, jak na mnie, dość dużą dozą spokoju. Mieszkam w kraju, gdzie aborcja jest legalna już od lat i debata ‘za czy przeciw’ praktycznie nie istnieje. Tutaj to …

BACKPACKING PO TRZYDZIESTCE

Nie wiem jak przetłumaczyć backpacking na Polski. Słowniki podpowiadają, że to podróżowanie z plecakiem i nawet jeśli jest to tłumaczenie poprawne, to nie oddaje ono całkowitego znaczenia tego angielskiego terminu. Kim bowiem jest osoba określana jako backpacker? To młodzian w wieku 17-25 lat, uzbrojony w plecak przemierza świat przez kilka miesięcy na dość ograniczonym budżecie. Świat to najczęściej Azja północno-wschodnia, a budżet przeznaczony zostaje głównie na napoje tzw. wyskokowe. Oczywiście generalizuje, ale chyba każdy z nas potrafi sobie wyobrazić wzorcowego backpakera. Polskie tłumaczenie sugeruje, że taki typ podróżnika charakteryzuje się plecakiem. Czy jednak człowiek z plecakiem jest zawsze inny od człowieka z walizką? Na pierwszy rzut oka nie wydaje się, aby była jakakolwiek różnica. Jednak gdy przeanalizujemy… Podróżujący z walizką na kółkach zwykle jedzie w miejsca cywilizowane, tam gdzie chodniki są proste, windy szeroko dostępne a środki transportu wygodne. Gdy taki walizowy podróżnik zjedzie z utartych szlaków to cały zziajany, spocony i sapiący zaczyna przypominać muła pociągowego z niewygodnym i za dużym ładunkiem. Walizka nie mieści się do tuk-tuka, nie jedzie po piachu i generalnie …

PIĘĆ RZECZY

1.Zimno Przemykam ulicami Londynu. Idę prosto do celu, jak najkrótszą drogą. Marzną mi dłonie i nawet chowanie głęboko w kieszenie płaszcza nie pomaga. Pisząc na klawiaturze czuję jakby ktoś mi okładał dłonie lodem. Moje ciało stało się zmiennocieplne. Już nie potrafi utrzymać jednej, stałej i komfortowej temperatury. Na chłodzie robi się zimne, przy kaloryferze oblewa się potem. A przecież nawet nie jest bardzo zimno, nie ma mrozu ani śniegu. To po prostu tęsknota za latem. Brakuje mi słońca, miękkiej trawy pod bosymi stopami. Brakuje mi niebieskiego nieba, śpiewu ptaków, szumu liści na drzewach. Okutana szalem cisnę się w dusznym wagonie metra, wciśnięta komuś pod pachę, przyciśnięta czyimś plecakiem do szyby. I nie rozumiem jaki w tym wszystkim jest sens.  Czy życie to pasmo beznadziei przeplatane momentami szczęścia. Czy może pasmem szczęścia przeplatane momentami beznadziei? 2. Ból Ból to taka suka, która jak raz się przyczepi to trudno ją przegonić. Najgorszy jest taki spowodowany życiem: tutaj gdzieś strzyka, tutaj coś kłuje, tam puchnie. Człowiek się zużywa, ściera jak zwykła gumka-myszka. Nigdy nie wierzyłam w panadole, paracetamole i …

święta

CZAS ŚWIĄTECZNY

Za chwilę zacznie się grudzień. Od wielu tygodni już jesteśmy atakowani bombkami, choinkami, prezentami i kolorowymi światełkami rozwieszonymi na ulicach, wystawach sklepowych i w każdej szanującej się knajpie. Większość z nas się temu poddaje. Bezrefleksyjnie podążamy szlakiem wyznaczonym przez panów od marketingu i reklamy. Kusimy na się na przedświąteczne wyprzedaże, robimy zapasy panettone, szynki, indyka, męczymy biedne karpie. Co roku nasza choinka i dekoracje musi być inna, podporządkowana aktualnym trendom. Poprzednie święta były pod znakiem złota i wszyscy wieszaliśmy złote bombki i inne gwiazdki. Dwa lata temu w każdym domu królowała araukaria. W tym roku stawiamy na bycie eko i naturalne dekoracje. Oznacza to jednak, że wyrzucimy wszystko zakupione w poprzednich latach po to by zakupić tak teraz modne eko ozdoby: drewniane gwiazdki, drewniane koraliki, porcelanowe domki na świeczki… Widzicie ironię? Chcemy być eko, kupować mniej, chcemy być konsumpcyjnymi minimalistami a po prostu poddajemy się kolejnej modzie. Na blogerach ta modowa presja odbija się chyba najbardziej. Musimy bowiem pokazać coś nowego, zainspirować czytelników. Zwykle zainspirować do zrobienia zakupów u sponsorów naszego bloga. Stąd właśnie te …

POWAKACYJNIE

Wakacje minęły błyskawicznie i sielanka na wsi, wieczorne siedzenie przy ognisku, pływanie motorówką po Odrze, grillowanie na tarasie,  pluskanie się w jeziorze i picie piwa o zachodzie słońca są już tylko wspomnieniem. Londyn przywitał mnie ulewą, szaro-burym niebem i zimowymi temperaturami.  Ze słonecznej i gorącej Polski trafiłam do Krainy Deszczowców. Droga do tej ponurej krainy prowadzi przez tunel wydłubany pod 50 kilometrami zimnej wody zwanej Kanałem Angielskim lub, bardziej romantycznie, Kanałem La Manche. Wjazd do owego tunelu odbywa się w tłoku, oparach spalin, pośród wysokich płotów, wysokiego napięcia elektrycznego i zwojów drutu kolczastego. Siedziałam w metalowej tubie po przewożenia samochodów wraz z ich ludzką zawartością, dusznej oraz ciasnej, i rozmyślałam o sensie życia. A raczej o sensie blogowania. Dwa tygodnie blog leżał odłogiem a mnie dręczyły wyrzuty sumienia, że nie pojawia się tutaj nic nowego. Nie ma stylizacji stołu piknikowego, pięknej sesji z łąkowym bukietem i nowym wazonem, czy wpisu na temat szykowania pokoju dla potomka idącego do szkoły. Że tylko narzekam na brak oryginalności, na powielanie schematów, a nie robię nic żeby to zmienić. Nie pokazuję niczego nowego, nie tworzę oryginalnych …

życie blogera

ŻYCIE BLOGERA

Nigdy nie pisałam tutaj nic o blogowaniu i o tym jak wygląda życie blogera. Sama nigdy się nad tym nie zastanawiałam i zanim zaczęłam pisać to miałam jakieś takie dziwaczne wyobrażenie o blogowaniu. Chyba też dlatego, że jak zaczynałam to blogowanie wyglądało zupełnie inaczej. Prościej. Miałam bloga na jakimś tam polskim portalu, już nawet nie pamiętam. Szablon był cały czarny z białym tekstem. Wrzucałam tylko długaśne wypociny i jakieś pojedynczne, mroczne zdjęcia. Menu to było po prostu archiwum. Nie było nic więcej. Wtedy jeszcze istniały cuda typu IRC, MySpace czy Grono. Dość aktywnym wypadało być także na DeviantArt. Stare dzieje. Jak zakładałam tego bloga to nie miałam pojęcia w co się pakuję. Myślałam, że Blogger jest super i ma takie fajne darmowe szablony. Do tego prosty w obsłudze i nie trzeba się namęczyć żeby mieć fajnego bloga. Jezusmaria jak bardzo się myliłam. Oczywiście na początku bloger mi wystarczał, ale to dlatego, że nie miałam pojęcia o istnieniu innych możliwości. Potem jednak odkryłam prawdziwy blogerski świat. Pięknie wyglądające strony z różnymi ruchomymi bajerami… Zaczęłam się interesować …

emigracja

EMIGRACJA TO PRZYWILEJ

Emigracja to nie jest zło, to przywilej, powiedział niedawno Jurek Owsiak i wzbudził wielkie oburzenie. A ja się z nim całkowicie zgadzam. W definicji słowa ‘emigracja’ nie ma nic negatywnego, oznacza ono po prostu wyjazd z ojczystego kraju w celu osiedlenia się w kraju innym. Jednak zwykle emigracja kojarzy nam się z czymś bardzo przykrym. Dlaczego tak się dzieje? Z Polski ludzie zawsze wyjeżdżali z przymusu. Najpierw była wojna i trzeba było uciekać przed hitlerowskim okupantem. Potem był komunizm i wszyscy, którzy mieli inne poglądy zmuszeniu byli wyjechać by chronić siebie i swoje rodziny. Następnie nadeszła bieda i trzeba było opuszczać kraj za chlebem. U nas sklepy świeciły pustkami, zachód nęcił kolorowymi supermarketami. Reasumując, z kraju wyjeżdżało się w poszukiwaniu godnego i bezpiecznego życia. W czasach mojej wczesnej młodości wyjazd za granicę był tożsamy ze wstąpieniem do Raju. Wyjechać mogli tylko nieliczni. Wyjechać i zostać – ten scenariusz wydawał się niczym z powieści fantastycznej. Nigdzie w Europie nie można było legalnie pracować bez wizy, a wizę dostać było niezmiernie trudno. Szczęśliwcy którym udało się ‘robić’ …

minimalizm

MINIMALIZM: OD CZEGO ZACZĄĆ

Znowu ten minimalizm. Wszyscy nagle zajmują się wyrzucaniem rzeczy. Mnożą się poradniki o tym, jak żyć posiadając tylko sto rzeczy, jak projektować idealną capsule wardrobe, jak zmniejszyć ilość gratów w szafkach kuchennych. Ogarnęła nasz obsesja wyrzucania. Tylko czy naprawdę jest to bunt przeciwko rozbuchanemu konsumpcjonizmowi? Mam dwa spostrzeżenia: Minimalizm stał się modą i zgubił swoje pierwotne znaczenie. Został zredukowany do sprzątania w domu czy noszenia tylko siedmiu ciuchów w jednym tygodniu. Pisałam już o tym tutaj. Posprzątałaś w koszu na gazety i czasopisma? Brawo, jesteś już minimalistką. Moda na minimalizm spowodowała szał zakupowy. Tak, tak, dzisiejsi minimaliści kupują na potęgę. Wyrzucili wszystkie swoje stare i niemodne graty, czas zatem kupić nowe. Minimalizm wymaga przecież posiadania trendy gadżetów- minimalistyczny zegarek DW, minimalistyczne sukienki dresowe, minimalistyczne lniane torby, minimalistyczne plakaty na ścianę, minimalistyczna lniana pościel. Nie zapominajmy też o czasopismach i książkach o minimalizmie. No i o kosmetykach. I o nowym pasku do aparatu fotograficznego. To tyle, jeśli chodzi o krytykę. Przecież gdy potrzeba uproszczenia życia jest autentyczna i wypływa z głębokich refleksji, to cały ten minimalizm …

Alternatywne podróżowanie

ALTERNATYWNE PODRÓŻOWANIE

Uwielbiam podróżować. Uwielbiam być w drodze i uwielbiam poznawać nowe miejsca. Lubię to nawet pomimo mojego strachu przed lataniem. Nie wiem, czy podróżowałam mało czy dużo. Wydaje mi się, że raczej niedużo i mam z tego powodu pewne kompleksy. Zaczęłam się zastanawiać jak to się stało, że wyjeżdżałam tak niewiele i doszłam do wniosku, że wynikało to z mojej wybredności. Nie pociągały mnie nigdy wyjazdy zorganizowane. Takie grupowe obwożenie autokarem po mieście, zwiedzanie na czas i komendę przewodnika. Oczywiście jeździłam w taki właśnie sposób dosyć często będąc jeszcze w podstawówce i w liceum. Trudno jest wysłać dzieciaki w podróż inaczej niż właśnie z taką zorganizowaną wycieczką. Niestety prawdą jest, że z tych wyjazdów pamiętam niewiele, bo składały się one głównie z imprez. Piszę ‘niestety’ bo żałuję, że nie pamiętam zwiedzanych miejsc, ale przecież towarzysko te wyjazdy były rewelacyjne. Do tej pory wspominam niektóre wieczory z uśmiechem na twarzy. Później, gdy już mogłam organizować wakacje na własną rękę, byłam przekonana, że jedyną dostępną opcją są wyjazdy przez biura podróży. Przeglądało się katalogi, wybierało hotel i warunki …

MINIMALIZM

Słowo minimalizm pojawia się ostatnio wszędzie i w dużej ilości. Wszyscy chcą się podczepić pod to jakże modne zjawisko. Nagle wszyscy stali się minimalistami. Tak, minimalizm to moda. Jednak tak jak każda inna moda minimalizm narodził się na obrzeżasz kultury, był domeną odmieńców, outsiderów i ludzi chcących żyć poza ogólnie przyjętymi normami. Był alternatywą dla konsumpcyjnej kultury jeszcze zanim została ona zdefiniowana jako konsumpcyjna właśnie. Nie chcę tutaj pisać historii minimalizmu a raczej chciałam się podzielić swoimi doświadczeniami i przemyśleniami. Kiedy zatem pierwszy raz zaczęłam podejrzewać, że mniej znaczy lepiej? Ano, kiedy jako młoda nastolatka przeczytałam książkę ‘Wprowadzenie do buddyzmu Zen’ autorstwa Daisetz Teitaro Suzuki. Byłam trochę zbyt młoda aby wszystko zrozumieć, ale lektura ta zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. Idea życia bez gromadzenia i posiadania rzeczy wydawała mi jednocześnie absurdalna i niezmiernie pociągająca. Czy przedmioty materialne naprawdę nie przynoszą szczęścia? Czy zatem trzeba szukać szczęścia gdzieś indziej? Parę lat później zaczytywałam się w pismach Sartre i wyniosłam z nich kolejne objawienie: człowiek jest wolny i tylko od niego zależy jak przeżyje swoje życie. Dla …

jak radzić sobie ze strachem przed lataniem

STRACH PRZED LATANIEM

Pierwszy raz leciałam samolotem w w 1991 roku. Wieki temu. Wtedy jeszcze była to ekscytująca sprawa, bo była to impreza droga i tochę taka dla wybranych. Pamiętam, że się denerwowałam. Nie wiem dlaczego bo przecież byłam za mała żeby wiedzieć o katastrofach, wypadkach i takich tam. Pamiętam jednak że byłam spięta. Samolot był to sławetny TU-154. Najbardziej utkwił mi w pamięci hałas w środku i mała ilość miejsca. Wtedy jeszcze nie było takiego wynalazku jak ‘tanie linie lotnicze’ i podczas każdego lotu podawali jedzenie. Po rozłożeniu stolika nie można było się ruszyć i to było straszne bo czułam się uwięziona nie tylko w tej metalowaj latającej puszce, ale także w swoim własnym siedzeniu. Nie przypominam sobie jednak dużo więcej, nie przeżyłam traumy ani samolot nie miał żadnej awarii. Potem długo nie latałam. Nie było okazji bo na wakacje jeździłam autokarem. Takie były czasy. Skończyłam liceum i na studiach znowu zaczęłam podróżować samolotem. Poleciałam do Stanów, byłam w Grecji. Nie pamiętam tych lotów zupełnie. No może oprócz tego do Stanów bo pierwszy raz leciałam wtedy takim …

INTO THE WILD

Nie wiem czy to upływający czas czy może te długie lata spędzone w zatłoczonym i wiecznie hałaśliwym mieście ale coraz częsciej mam ochotę na kompletną odmiane. Na proste życie z dala od zakorkowanych autostrad, tłumów ludzi, sklepów, wiecznej pogoni z pracy i do pracy… W zeszłym tygodniu dwa razy utknęłam w metrze, uwięziona na małej przestrzeni z masą obcych ludzi, gdzieś głeboko pod ziemią. We are expecting severe delays… W weekendowy poranek wszystkie knajpy były tak zatłoczone że napicie się kawy okazało się niemożliwe. Nie mogłam kupić tulipanów na targu kwiatów bo musiałam uciekać by uniknąć zmiażdżenia i zadeptania przez hordy turystów. Czuję blogową presję pokazywania farbowanych jajek i piórek bo jakieś tam święta już niedługo. Wszyscy robimy to samo, wyglądamy tak samo, mieszkamy tak samo, mamy takie same marzenia i aspiracje. Bo skoro wszyscy się tłoczą po te tulipany to znaczy że to musi być fajne. Bo skoro wszyscy te jaja wybielają i pokazują na blogach to znaczy, że tak jest ładnie. Towarzystwo wzajemnej adoracji, towarzystwo kolektywnego tłoczenia się w pogoni za byciem cool. …

ALTERNATYWNE ŚWIĘTA

Ze świętami zaczęłam mieć problem od kiedy zamieszkałam w Anglii. Wcześniej ten czas zawsze był tak jakby dla mnie tworzony przez moją mamę, babcie i resztę rodziny. To dzięki nim święta zawsze były magiczne. Zmieniłam kraj, zmieniłam kulturę, zmieniłam się i ja. Święta stały się problemem bo już nikt mi ich nie tworzył i poczułam że muszę je stworzyć na nowo. Zaczęłam się zastanawiać nad sensem tej grudniowej szopki. Dlaczego bowiem mam celebrować Boże Narodzenie jeśli jestem niewierząca? Najbardziej oczywistą alternatywą dla świąt religijnych jest poddanie się mamonie i rzucenie się w wir zakupów. Można też spędzić cały grudzień produkując kolejne ozdoby i obwieszając nimi chatę. Jednak perspektywa biegania w pogoni za kolejnym zbędnym towarem czy spędzanie wieczorów układając i fotografując kolejne stroiki z gałęzi czy innych bibuł nie jest dla mnie kusząca. Kolejnym dylematem było pogodzenie tradycji Polskich i Angielskich. Czy smażyć karpia i dusić kapuchę, czy może piec indora i okraszać brukselkę bekonem? W tym roku po raz pierwszy nie mam żadnych dylematów i wątpliwość. Jak to się udało? Po prostu przestałam się …

TU I TERAZ

1. Doniczka – cieszę się z mojej nowej doniczki Serax kupionej w Triangle Store. Jest ciężka, betonowa i po prostu piękna. Teraz tylko muszę coś w niej posadzić. 2. Trampki – najlepszy zakup tej jesieni. Nike Internationalist Mid. Wygodne i stylowe. Ubrałam i już nie zdejmę. 3. Jesienne wrzosy – park koło domu wygląda zjawiskowo. Wrzosy już przekwitły ale cały czas mają piękny kolor. 4. Sofa – tutaj ostatnio mieszkam. Pod ciepłym kocem, z laptopem na kolanach. 5. Mgliste poranki – rozwidnia się zanim wyjdę do pracy. Te pierwsze promienie światła są zwykle mgliste i mleczne. Często poranki są mokre od deszczu. Światło jest zawsze magiczne. 6. Kalosze – 10 lat w Anglii i dopiero teraz stałam się posiadaczką kaloszy. Nie mam pojęcia jak udawało mi się tyle przeżyć bez nich! Deszcz? Ulewa? W kaloszach już mi angielska pogoda nie straszna. 7. East London – moje miejsce na ziemi. Tu jem, pije, tutaj się relaksuję. Spotykam znajomych, robię zakupy i chodzę do kina. Chyba muszę się tam przeprowadzić. 8. Czarno-białe – wymiana poduszek na sofie …

RÓWNONOC JESIENNA

Dziś pierwszy dzień jesieni ale ja utrzymuje, że jeszcze jest późne lato. Nie można już raczej chodzić w krótkich spódnicach i z gołymi nogami ale jeszcze nie jest czas na jesienne płaszcze i wysokie buty. Wrzesień i wczesny październik to jedne z moich ulubionych miesięcy w Londynie. Wyjeżdza wtedy większość turystów i robić się przyjaźniej, mniej tłoczno, mniej haotycznie. Miasto wraca do pracy i do swojego zwykłego rytmu. Co rano z dworca Charing Cross wysypują się tłumy. Masa ludzi przeciska sie przez wąskie korytarze ale już za chwile znika rozproszona pośród budynków, autobusów i sklepów z kawą na wynos. Lubię obserwować ten proces, lubię przechodzić wczesnym rankiem przez Trafalgar Square i patrzeć jak słońce tworzy wzory na National Gallery i miniaturowe tęcze w fontannach. Potem rześkie powietrze miejskiego parku na The Mall i parujące oddechy rowerzystów śpieszących do pracy. Pod stopami szeleszczą liście, pan na budowie macha przyjaźnie, policjanci pilnujący wejścia uśmiechają się i mówią Dzień Dobry. Tak zaczynam dzień. Jeszcze nie trzeba przemykać w ciemnościach, chować zmarzniętych rąk w kieszeniach. I choć wieczór przychodzić …