KSIĄŻKOWY SIERPIEŃ

W sierpniu przeczytałam kilka fajnych książek. Wszystkie był o architekturze. Chwyciłam bakcyla po przeczytaniu Księgi Zachwytów Filipa Springera. Niezmiernie ujął mnie sposób w jaki autor opisuje tam budynki i zapragnęłam nauczyć się patrzeć na otaczającą mnie architekturę z taką samą wnikliwością. Pan Springer stał się moim przewodnikiem po świecie architektury i zakupiłam kilka pozycji polecanych przez niego w Księdze Zachwytów. Z pomocą przyszła księgarnia Fundacji Bęc Zmiana – to właśnie u nich kupiłam wszystkie książki i już przymierzam się do złożenia kolejnego zamównienia. Zdecydowanie polecam! Nie dość, że bardzo mili ludzie, ciekawy wybór książek to jeszcze kupując u nich wspieramy fajny inicjatywę. Co zatem przeczytałam w sierpniu?

ARCHITEKTURA NOWOCZESNA. WYKŁADY Frank Lloyd Wright – cykl sześciu wykładów wygłoszonych przez Wrighta na uniwersytecie w Princeton w 1930 roku. Tego architekta znam dobrze (ba, kto nie zna!), ale nigdy nie czytałam nic jego autorstwa. Byłam niezmiernie ciekawa, bo Wrtight był postacią ekscentryczną, a nawet kontrowersyjną, oraz słynął ze swojego ciętego języka. Oczywiście się nie zawiodłam. W owych wykładach Wright dość bezobcesowo wyraża się na temat współczesnej mu architektury – uśmiałam się do łez! Pewno jego kolegom po fachu do śmiechu nie było, ale z perspektywy czasu widać jak dużo Fank miał racji. Widać też jak bardzo się mylił w wielu przypadkach. Jego koncepcja aby zlikwidować miasta i budować wieżowce wśród lasów i pól dziewiczych jest m i s t r z o w s k a. Całe wykłady jakieś mega odkrywcze nie są, ale warto przeczytać by mieć pojęcie na temat historii architektury i jej wpływu na wygląd naszego świata.

MYŚLĄCA DŁOŃ Juhani Pallasmaa – klasyka i punkt obowiązkowy dla wszystkich chcących zgłębiać architekturę. Chociaż polecałabym zacząć od Oczu Skóry, pierwszej książki tego autora. W Myślącej Dłoni Pallasmaa rozwija myśli zawarte w Oczach, czyli rozprawia o powiązaniu zmysłów wzroku i dotyku oraz ich działaniu w poznawaniu otaczającej nas przestrzeni. Nie jest to pozycja stricte o architekturze, ale bardziej metafizyczne rozważania o poznaniu. Pallasmaa zadaje pytanie, dlaczego do poznania architektury używamy tylko wzroku a zupełnie pomijamy pozostałe zmysły. Według niego dłoń ma takie samo znacznie, możliwe nawet że bardziej fundamentalne, dla naszego poznania niż wzrok. Lektura to niezmiernie ciekawa, jednak czytelnik nie wprawiony w czytaniu filozofii (a w szczególności takich osobników jak Heidegger!) może nabawić się bólu głowy. I to nie bólu egzystencjalnego, ale takiego prawdziwego, zwykłej migreny po prostu.

ODCZUWANIE ARCHITEKTURY Steen Eiler Rasmussen –  prawdopodobnie jedyny niechronologiczny podręcznik historii architektury. Rasmussen skupia się na naszym doświadczeniu architekty i pokazuje, że nie jest to tylko doświadczenie wzrokowe. Architekturę odczuwamy wszystkimi zmysłami i dlatego książka zbudowana jest wokół pojęć takich jak bryła, pustka, kolor, skala, proporcje, faktura, rytm, a także dźwięk. Fascynujące są fragmenty, w których autor opowiada o tym jak architektura kościołów miała wpływ na muzykę sakralną, a nawet na sposób i intonację wygłaszania kazania.

Kapłan zwracający się do zgromadzonych nie mógł używać zwykłego głosu, jakim posługiwał się na co dzień. Gdyby miał glos dość silny, by słychać go było w całym kościele, każda wypowiedziana sylaba rozbrzmiewałaby tak długo, że całe słowa nakładałyby się na siebie, a kazanie zmieniłoby się w chaotyczną, pozbawioną sensu mamrotaninę. Nieodzowne było zatem wprowadzenie bardziej rytmicznego sposobu mówienia – recytacji lub melorecytacji.

Świat doznajemy wszystkimi zmysłami, także dźwiękiem. Dlaczego zatem miało by być inaczej w przypadku architektury? Nawet jeśli nazwiemy ją sztuką, to przecież jest to sztuka na wskroś użytkowa oraz, w przeciwieństwie do malarstwa czy rzeźby, towarzyszy nam przez cały czas. Powinniśmy zatem obcować z nią świadomie i do jej poznania urzywać wszystkich zmysłów, nawet słuchem. Dlaczego w niektórych pomieszczeniach czujemy się przytulnie, a w innych nie? Nie tylko ze względu na ich kształt, ale jest to także zasługa faktury ścian, wysokości sufitu, akustyki czy oświetlenia. Rasmussen opowiada o tym wszystkim w sposób bardzo przystępny. Można by powiedzieć, że ta książka jest przeciwieństwem  Myślącej Dłoni Pallasmyy która jest napisana językiem trudnym i niedostępnym dla przeciętnego czytelnika. Jeśli zatem dopiero zaczynacie swoją podróż w fascynującą krainę architektury, to Odczuwanie jest świetnym wprowadzeniem. Nie bez kozery Filip Springer nazwał Rasmussena nauczycielem doskonałym. Czyta się ją przyjemnie i z lekkim uśmieszkiem zadowolenia na twarzy. Jak bowiem można nie być zadowolonym gdy czyta się tak poetyckie opisy:

Nawet największy wieżowiec, oglądany z lecącego samolotu, jest jedynie wysoką, kamienną kostką; zaledwie rzeźbiarską formą, a nie prawdziwym domem, w którym żyją ludzie. Jednak gdy samolot zaczyna schodzić do lądowania, w pewnym momencie budynki całkowicie zmieniają charakter. Nagle nabierają ludzkiej skali, stają się domami dla ludzi takich jak my, a nie dla mikroskopijnych laleczek widzianych z wysokości. Ta dziwna przemiana następuje w chwili, gdy sylwetki budynków zasłaniają horyzont, więc zaczynamy patrzeć na nie z boku, a nie z góry. Przechodzą w nowe stadium istnienia, przestają być zabawkami, a stają się architekturą – architektura bowiem to kształty tworzone wokół człowieka, formy służące mieszkaniu, a nie tylko oglądaniu od zewnątrz.

ŚMIECIOWA PRZESTRZEŃ. TEKSTY  Rem Koolhaas – to pozycja, która podobała mi się najmniej. Po pierwsze poziom tekstów zebranych w tym tomie jest bardzo nierówny. Niektóre  są po prostu beznadziejne, nawet do końca nie wiem o czym. Jednak trafiają się też teksty niezmiernie ciekawe i wnikliwe, jak na przykład Miasto Generyczne czy Inteligentny Krajobraz. Po drugie styl Koolhaasa jest bardzo… poetycki. Chociaż tak naprawdę cisną mi się tutaj mniej eleganckie przymiotniki, a najelegantszy z nich to ‘niedbały’. Jedni mówią, że pisze on bardzo prawdziwie, tak jak się odczuwa. Świadomie odrzuca język naukowy, precyzyjny i próbuje świat ująć w jego całości, razem z zawsze przecież obecnym elementem surrealności. W pierwszym eseju zatytułowanym Salvador Dali, metoda paranoiczno-krytyczna i Le Corbusier Koolhaas pokazuje, że za swojego przewodnika obrał Dalego właśnie i jego alternatywną wersję rzeczywistości. Zestawiając surrealizm katalońskiego malarza z racjonalnością Le Corbusiera zadaje pytanie, który z nich jest bardziej racjonalny: Le Corbusier ze swoją wojenną retoryką i maniakalnym tropieniem racjonalności, czy Dali który świadomie racjonalność odrzuca i interpretację świata opiera na paranoi. Czy lepsza jest paranoiczna racjonalność, czy racjonalna paranoja? Koolhaas jest bliży paranoicznej metodzie Dalego i jego teksty są też pisane w takim duchu. Takie podejście na pewno ma swoich zwolenników, dla mnie jednak jest to po prostu… poezja. Do poezji jako takiej nie mam żadnych zarzutów, nawet często czytam i lubię, ale nie zgodzę się, że jest to forma odpowiednia do opisywania procesów społecznych, zagadnień filozoficznych, a tym bardziej dla merytorycznego dyskursu o architekturze. Teksty Koolhaasa są poetyckie, czyli tak naprawdę niedbałe, sformułowania są zbyt ogólne, a stawiane tezy i przytaczane argumenty niepoparte żadnymi sensownymi badaniami. Holenderski architekt jest jednak także bardzo wnikliwym obserwatorem rzeczywistości i jego spostrzeżenia potrafią być niezmiernie trafne. I właśnie takiego Koolhaasa – dziennikarza i analityka rzeczywistości warto czytać, a wszelkie fantastyczne ględzenie należy pomijać. Miasto Generyczne to świetne studium współczesnego miasta i jego generyczności powstałej w skutek odrzucenia lokalnego dziedzictwa, a przenikliwość autora przejawia się tutaj na przykład w spostrzeżeniach na temat lotnisk:

Lotniska, niegdyś przejawy krańcowej neutralności, należą dzisiaj do najbardziej jednostkowych, charakterystycznych elementów miasta generycznego, stanowią jego kluczowy element różnicujący. Muszą nim być, skoro przeciętny człowiek niczego więcej w danym mieście nie doświadcza. (…) W kategoriach ikonograficznej efektywności lotnisko jest koncentratem hiperlokalności i hiperglobalności – hiperglobalności, bo można tam kupić to, czego nie ma nawet w mieście.

Dla takich perełek na pewno warto przeczytać Śmieciową Przestrzeń. Można także przeczytać tylko po to, by samemu wyrobić sobie opinię na temat budzącego tak skrajne emocje Koolhaasa. Ja na pewno sięgnę niedługo po jego najbardziej znaną książkę, czyli Deliryczny Nowy Jork. Teraz, gdy już oswoiłam się z jego stylem, będzie mi łatwiej przez nią przebrnąć. Warto też przeczytać artykuł Andrzeja Leśniaka, który jest wstępem do Śmieciowej Przestrzeni – jest on dostępny tutaj.

Mam nadzieję, że choć trochę zachęciłam was do zapoznania się z powyższymi pozycjami. Dajcie znać w kometarzach, czy czytaliście i co sądzicie. Polećcie też jakieś inne książki o architekturze, bo ciągle mi mało i mało!

 

SaveSave

SaveSave

SaveSave

SaveSave

SaveSave

SaveSave

SaveSave

SaveSaveSaveSave

SaveSave

SaveSave

SaveSaveSaveSaveSaveSave

  • Post zapisuję i po polecane książki na pewno sięgnę, bo sama przeżywam ostatnio okres zagłębiania się w architekturę i dziedziny pokrewne. Na razie jest to tylko Springer, ale po lekturze jego książek po prostu ma się ochotę na więcej. Właśnie zaczęłam “13 pięter”, a “wanna z kolumnadą” już dała mi powód do przemyśleń.

    • Miło mi, że zainspirowałam Cię do przeczytania tych pozycji. Wanna z kolumnadą to jedna z pierwszych książek o szeroko pojętym dizajnie, którą przeczytałam. Springera czyta się łatwo i przyjemnie… niektóre z tych książek w moim wpisie, choć niezmiernie interesujące, nie należą już to takich łatwych i przyjemnych lektur. Niemniej jednak nadal gorąco polecam każdemu, kto jest tematem zainteresowany. Ja do tej pory się zachwycam jak bardzo dużo się dowiedziałam i jak bardzo zmienił się mój sposób patrzenia na otaczające budynki i miejski krajobraz