inspiracje, mój dom

PLANOWANIE KUCHNI – MOJE BŁĘDY

planowanie kuchni

Kuchnia była pierwszym pomieszczeniem które kiedykolwiek sama zaprojektowałam i urządziłam. Zmusiła mnie do tego sytuacja – chcieliśmy się jak najszybciej wprowadzić do naszego nowo kupionego domu, a kuchni tam nie było. To znaczy było pomieszczenie w którym stał brudny zlew, jedna szafka i wisiały jakieś resztki brązowych kafli. Moje wcześniejsze doświadczenie dekoratorskie ograniczało się do malowania ścian i przestawiania mebli w wynajmowanym pokoju i muszę przyznać, że nawet jeśli niezmiernie cieszyłam się na myśl zaprojektowania swojej własnej kuchni, to jednak ta napawało mnie to strachem. Czy będę potrafiła? Czy wszystko się uda? Czy kuchnia będzie mi się podobała? Czy będzie funkcjonalna? Od raze muszę zaznaczyć, że budżet miałam dość ograniczony. Marzyły mi się szafki z litego drewna w stylu shaker, duża gazowa kuchenka i piękne kafle na ścianach. Realia były takie, że mogłam sobie pozwolić tylko na kuchnie z IKEA. Nie rozpaczałam jednak zbytnio z tego powodu, bo przecież kuchnie IKEA mi się podobały i podobają nadal. Do tego można skorzystać na ich stronie z bardzo fajnego programiku do planowania kuchni- nie tylko zrobimy profesjonalny plan, ale także od razu będziemy widzieli ile będzie nas to wszystko kosztowało.

Planowałam zatem w tym IKEOWYM programiku. Sama, wieczorami w domu z laptopem na kolanach. Nie pomagał mi żaden architekt, doradca i inny specjalista. Kierowałam się tym, co widziałam w domu rodzinnym i zdjęciami ładnych kuchni znalezionych w internecie. Podłączenie sprzętów typu kuchenka i zlew wymuszał układ pomieszczenia ponieważ nie mieliśmy funduszy na przenoszenie rur i instalacji gazowej. Szybko okazało się, że kuchnia to nie tylko drzwiczki, blat i kolor lodówki. Musiałam podejmować decyzję odnośnie rozmieszczenia kontaktów, wysokości blatu, podłączenia pralki i stu innych rzeczy o których nie miałam zielonego pojęcia. Dowiedziałam się, że są jakieś zasady odnośnie odległości rzeczy x od rzeczy y, że wysokość okapu ma znacznie. Większość najważniejszych decyzji podejmować musiałam na szybko, przez telefon, często bez dokładnej wiedzy co ja tak na prawdę decyduję. Istna amatorszczyzna.

To było sześć lat temu. Od tamtej pory moja kuchnia trochę się zmieniła, ale meble, sprzęty i układ pozostał taki sam. Od tamtej pory dużo nauczyłam się na temat projektowania wnętrz, planowania kuchni, a także ewoluował mój gust. Pomimo tego, że zawsze lubiłam dekorować i urządzać, to nigdy nie myślałam o tym w kategoriach sztuki. Ot, po prostu kupowałam to, co mi wpadło w oko. Teraz mam bardzo sprecyzowane upodobania i moja kuchnia już nie do końca mi się podoba. Mogę z nią jednak nadal żyć, nie ma tragedii. Niestety po sześciu latach użytkowania doszłam też do wniosku, że dużo wybranych przez mnie rozwiązań jest niepraktycznych, nie odpowiadających naszemu życiu, a niektóre są po prostu bezsensowne. Oto lisa rzeczy, które teraz zrobiłabym inaczej.

Gładkie fronty szafek

Kiedyś podobał mi się styl angielskiej wsi i w takim klimacie wybrałam fronty szafek – złamana, trochę kremowa biel, stylizowane na zrobione z deseczek. Mają zatem rowki i nie są gładkie. A te rowki się brudzą i trudno je umyć. Nie jest to jakiś ogromny problem, ale teraz już bym takich drzwiczek nie zrobiła. Poza tym gładkie fronty wyglądają elegancko i nowocześnie, a taką właśnie bym chciała mieć kuchnię. Zdecydowanie fascynacja wiejskim stylem mi przeszła i nie wróci.

Dużo szuflad

W tej chwili mam i szafki i szuflady. Jednak szuflady są dużo praktyczniejsze. Wyjmowanie rzeczy stojących głęboko w szafce to udręka. Szuflada elegancko wyjeżdża i wszystko jest łatwo dostępne. IKEA ma świetne rozwiązania i dużo opcji wyposażenia szuflad. Można trzymać w nich wszystko, od garnków, przez blaszki do pieczenia, po noże. W mojej nowej kuchni miałabym tylko szuflady.

Kuchenka indukcyjna

Sześć lat temu kuchenki indukcyjne nie były jeszcze tak popularne i tak jakoś z rozpędu, bez zastanowienia zdecydowałam się na tradycyjną, gazową. Nienawidzę jej myć a oczywiście brudzi się szybko i często. Poza tym brzydko wygląda. Płyta indukcyjne jest praktycznie niewidoczna, bezpieczna, wystarczy przetrzeć szmatką, a może też być używania jako dodatkowy blat. Nidy, przenigdy już nie zainstaluje sobie kuchenki gazowej.

Piekarnik i mikrofala zabudowane i na wysokości rąk

Piekarnik najczęściej montuje się tuż pod kuchenką. Tak też jest u mnie. Po latach korzystanie stwierdzam, że jest to bardzo głupie rozwiązanie. Dlaczego mam zaglądać do środka na klęcząco? Wyciągać ciężką blachę stękając z powodu bólu kręgosłupa? Można przecież zainstalować piekarnik na wysokości rąk, zaraz pod mikrofalówką. Wygodnie i praktycznie. Na pewno już drugi raz nie zrobiłabym piekarnika przed którym muszę klęczeć, o nie!

Brak okapu nad kuchenką

Okap and kuchenką to zupełnie zbędne urządzenie. Szczególnie jeśli ktoś mało gotuje, prawie zupełnie nie smaży i rzadko robi śmierdzące potrawy. Nie twierdzę, że jest to urządzenie zupełnie nieprzydatne. Uważam tylko, że jest nie przydatne u mnie w domu. Głównie jemy warzywa, potrawy gotowane albo robione w piekarniku, a jak coś śmierdzi to otwieram okno albo drzwi do ogrodu. Poza tym mamy niski sufit i okap musiał wisieć dość nisko – co chwilę uderzałam się w głowę. Zdjęłam po roku i nie żałuję.

Zabudowana lodówka

To tylko względy estetyczne, bo nie ma nic niepraktycznego w wolnostojącej lodówce. Po prostu podoba mi się jak wszystkie sprzęty są ukryte i kuchnia to estetyczny, jednolity rząd szafek.

Zabudowana pralka

W Anglii pralki najczęściej znajdują się w kuchni. Ma to swoje plusy, np. więcej miejsca w łazience, ale także minusy – hałas. Dlatego zabudowana pralka nie tylko byłaby lepsze ze względów estetycznych (patrz punkt o lodówce), ale także praktycznych bo drzwiczki tłumiły by trochę hałas. Poza tym pralki są brzydsze od lodówek i dlatego stanowczo należy je chować za drzwiczkami.

Kafelki zamiast boazerii

W tej chwili dwie ściany w kuchni mam obłożone białą boazerią. To znowu ten nieszczęsny wiejski styl… Jednak nie tylko. Jedna ze ścian była w bardzo złym stanie a nas po prostu nie było stać na tynkowanie  – sosnowa boazeria była najtańszym rozwiązaniem. Druga ściana była pod skosem i trzeba było ją naprostować. W tym celu postawiliśmy ściankę z płyt kartonowo-gipsowych na na to poszła ta sama sosnowa boazeria. Wtedy to było jedyne na co mogliśmy sobie pozwolić. Teraz na pewno zatrudniłabym tynkarza i kafelkarza a na ścianie za lodówką z kuchenką znalazły by się jakieś fajne kafle. Prawdopodobnie białe kwadraty. Albo duże marmurowe prostokąty.

Jasny blat

Drewniany blat było moim marzeniem i uparłam się na niego mimo wysokiej ceny i problemów z dostępnością (musieliśmy czekać na dostawę). Pasował mi do wiejskiej kuchni i dodawał trochę luksusu. Nadal go bardzo lubię i uważam, że to był dobry pomysł. Jest jednak zdecydowanie zbyt ciemny. Teraz zdecydowałabym się na biały lub marmurowy blat, może być imitacja marmuru. Rozjaśnił by całe pomieszczanie a także spełniał by bardzo ważna dla blogerki funkcję – byłby dobrym tłem do zdjęć.

Mniej kontaktów

Wydawało mi się, że będzie nam potrzebna cała masa kontaktów do podłączenia tych wszystkich tosterów, ekspresów do kawy, sokowirówek, robotów kuchennych.. Mamy tylko toster. I sześć zbędnych kontaktów.

Jak zatem wyglądała by moja nowa kuchnia? Na pewno była by bardzo minimalistyczna. Większość sprzętów byłaby ukryta za gładkimi, szarymi drzwiczkami. Układ byłby bardziej dostosowany do naszych potrzeb – więcej szuflad, wbudowana mikrofalówka i piekarnik na wysokości rąk. Na jasnym blacie stały by tylko najpotrzebniejsze rzeczy, a na otwartych półkach naczynia do codziennego użytku. Na pewno też pozbyłabym się części garnków i innych przyborów. Nie gotuje dużo i nie jest mi aż tyle rzeczy potrzebne. Trochę czasu zajęło mi określenie własnych potrzeb. Szkoda, że nie wiedziałam tego podczas projektowania tej kuchni.

Niestety IKEA wycofała ze sprzedaży system który mam – FAKTUM- i mają zupełnie nowy system METOD. Drzwiczki od METOD nie pasują do tych starych szafek, więc odpada opcja zrobienia szybkiego liftingu.  Trochę mnie ten ruch ze strony IKEA rozczarował, bo przecież najczęściej właśnie uzupełnia albo zmienia się już istniejącą zabudowę, a nie inwestuje w całą nową kuchnię. Trudno, będę musiała żyć z tym co mam. Mam jednak nadzieję, że jeśli kiedyś będę miała jeszcze okazję projektować kuchnię, to uniknę popełnienia tych samych błędów i będę bardziej świadoma swoich potrzeb, a także bardziej otwarta na nowoczesne rozwiązania (płyta indukcyjna…).

planowanie kuchniplanowanie kuchniplanowanie kuchniplanowanie kuchni

  • Izabela.s.g.

    Jejku, jakbym czytala o sobie…. Cos strasznego 🙂 Tez dzisiaj zaluje decyzji podjetych prawie 7 lat temu. Mnie dodatkowo rozczarowal drewniany blat. Ciagle cos sie z nim dzieje. Bez przerwy szlifuje i konserwuje. Mam ochote wywalic go. Mysle, ze za 3 lata, jak juz kuchnia bedzie 10-letnia spokojnie wymienie calosc na cos bardziej praktycznego, nowoczesniejszego i mniej wymagajacego.