lifestyle

Z OKAZJI DNIA BABCI

babcia

Parę lat temu napisałem pewien krótki tekst i dziś postanowiłam go opublikować. Dlaczego dopiero teraz? Ponieważ jest to tekst bardzo osobisty. Ponieważ jest to tekst bardzo smutny.  Ponieważ w tym roku po raz pierwszy w życiu nie małam komu złożyć życzeń z okazji Dnia Babci i Dnia Dziadka.

Zastanawiałam się, czy aby nie dopisać jakiegoś pozytywnego epilogu, nie poklepać siebie i czytelników po ramieniu ze słowami ‘Wszystko będzie dobrze’. Zdecydowałam jednak nic nie zmieniać. Nie ma bowiem żadnych słów które mogą przynieść pocieszenie po stracie najbliższych. Każdy radzi sobie z tym inaczej, ale najczęściej po prostu życie toczy się dalej i tylko my jesteśmy już na zawsze trochę inni. Trochę niekompletni.

Parę miesięcy temu umarła moja babcia. Nie było to zdarzenie nagle lub niespodziewane. Babcia była już bardzo wiekowa I od jakiegoś czasu nie była w zbyt dobrej formie.

Dużo wiec myślałam o jej śmierci i jak to będzie, gdy któregoś dnia zadzwoni do mnie tata żeby oznajmić mi ta smutna wiadomość. Wiedziałam, że będą łzy, ze będzie smutek. Była wszakże ze mną całe życie. Wychowywała mnie gdy moi młodzi rodzicie pracowali, gotowała mi obiady, piekła ciasta, zabierała na letnie festyny w swoim małym miasteczku, a gdy byłam już trochę starsza, przychodziła odebrać mnie ze szkoły za każdym razem jak była u nas w odwiedzinach.

Nigdy jednak nie zastanawiałam się jak to będzie gdy minie ten pierwszy smutek. Jak to będzie żyć dalej w świecie w którym babci już nie ma. Zawsze zadziwiał mnie fakt jak szybko wszystko zaczyna się toczyć dalej tak ,jak niby nic się nie stało. Osoba znika a wokół nic się nie zmienia. Nadal trzeba wstać rano, zrobić herbatę, iść do pracy, kupić sobie nowe skarpety i planować wakacje. Śmierć uzmysławia jak mało znaczące w perspektywie świata jest nasze jednostkowe istnienie. Tak na prawdę jest ono ważne tylko dla nas samych i dla kilku najbliższych nam osób.Niby taka oczywista prawda, ale często o tym zapominamy. Ten początkowy szok i smutek bardzo szybko mija, wracamy do swojej codziennej rutyny. Nie ma czasu by płakać i się smucić. Tak po prostu i banalnie – trzeba żyć dalej.

Jednak śmierć powoduje coś, na co nikt nigdy mnie nie przygotował. Nie wiem nawet, czy można na to się przygotować. I nie jest to stan chwilowy, taki który minie i na który pocieszenim może być powiedzenie ‘czas leczy rany’. To stan permanentny, coś co będzie już w nas do końca życia. Po śmierci bliskiej osoby powstaje gdzie w nas, tak głęboko w środku, wielka czarna dziura. Brak totalny, czarna wyrwa, pustka absolutna. Nieuleczalna, zawsze ziejąca rozpaczą i paraliżującym zimnem…

Za każdym razem jak myślę o babci to czuję od tej pustki przejmujący chłód, taką wciągająca nicość. Nie ma jej już, nie ma… Przez całe moje życie była. Planowałam kiedy się z nią znowu zobaczę, co jej opowiem, co będziemy razem robić. Rytuały powtarzane przez lata: wchodzenie na czwarte piętro, drzwi od mieszkania już uchylone, otwieram a w korytarzu stoi babcia i się uśmiecha. Co roku trochę jakby mniejsza, coraz bardziej pomarszczona. Zawsze jednak tam była i na mnie czekała. Dawniej razem z dziadkiem, później już sama.

Kilka dni przed moim planowanym powrotem do Londynu babcia poważnym głosem pytał: ‘No to co ty sobie zabierzesz tym razem? Co ci dać?’. Następnie otwierała swoje sekretne schowki i wyjmowała babcine skarby – słoiki z domowymi przetworami, ręcznie wyszywane serwetki, starą porcelanę, wiekowe ozdoby na choinkę. Od babci nie wyjeżdżało się z pustymi rękoma, oj nie! Do tych wszystkich słoików z dżemami, grzybkami w occie i sokiem malinowym dostawało się jeszcze miskę galaretki z nóżek, upieczone mięso i pęto kiełbasy. Babcia mówiła: ‘Wiem, że lubisz, więc kupiłam już parę dni temu żeby na ciebie czekało.’ Każdego roku w grudniu przychodziła koperta zaadresowana babciną ręką, trochę takie staroświeckie litery, z roku na rok trochę bardziej rozchwiane. W środku kartka z życzeniami I opłatek. W tym roku kartka po razy pierwszy nie przyszła. Już nigdy nie przyjdzie.

Została tylko wielka, zimna, przerażająca pustka.

babcia

 

  • Agnieszka Tomczuk

    Piękny tekst…Tez tęsknię za swoją babcią….

    • no właśnie, to chyba tęsknota jest… jakoś nie pomyślałam o tym w ten sposób, nazywałam to po porostu smutkiem.
      dziękuję, że mnie tutaj odwiedzasz

  • Magda Rutkowska

    Niedawno odeszła moja mama a ja co dzień chcę do niej zadzwonić…

    • niestety czas nie leczy, po prostu uczymy się z tym żyć

  • Znalazłam tu wiele siebie, o czym jednak nie odważyłabym się pisać publicznie. Dlatego gratuluję odwagi i… przykro mi. Wiem, jak to jest.
    Ania z D.

    • każdy sobie jakoś radzi po stracie najbliższych, ktoś może o tym mówić bez skrępowania, ktoś inny woli milczeć… ja zdecydowałam się napisać. chyba trochę po to, by odczarować to często słyszane ‘wszystko będzie dobrze bo czas leczy rany’. czas nie leczy, sprawie jedynie że uczymy się tymi ranami żyć. smutek jest częścią życia, nawet bardzo potrzebą częścią. często o tym zapominamy i traktujemy smutek jako coś niepożądanego i wstydliwego. pisanie i mówienie o tym nie powinno być traktowane jako coś dziwnego. ale też nie każdy musi to robić – tak jak napisałam na początku, każdy inaczej sobie z tym radzi.
      dziękuje ci za komentarz, miło mi że tutaj zaglądasz 🙂