CZYM JEST SLOW TRAVEL?

Romantyczna idea slow travel to rzucenie pracy i ruszenie w drogę na wiele miesięcy i bez konkretnego planu. Nie każdy jednak może sobie na taki luksus pozwolić i zazwyczaj mamy do dyspozycji dwa, trzy tygodnie na jeden wyjazd. Czy można podróżować w rytmie slow gdy ma tak się mało czasu? Można, ponieważ w wolnym podróżowaniu nie chodzi o czas trwania podróży, ale o sposób w jaki podróżujemy. Wolne podróżowanie to odwaga by nie podążać za tłumem i zrozumienie, że nie ma czegoś takie jak atrakcje, które koniecznie trzeba zobaczyć.

Największymi przekleństwami przy planowaniu wyjazdu są przewodnik turystyczne oraz przeklęte FOMO, czyli Fear Of Missing Out (strach przed tym, że ominie nas ważna informacja czy wydarzenie). Praktycznie każdy przewodnik czy strona internetowa o podróżach pokazuje nam jakieś top 5, top 10 – wylicza miejsca czy rzeczy które w danym kraju trzeba koniecznie zobaczyć. Syrenka w Kopenhadze, Pałac Buckingham w Londynie, Khao San Road w Bangkoku oraz Killing Fields w Phnom Penh. Współczesny turysta podąża szlakiem atrakcji reklamowanych przez biura podróży i przewodniki. Konsumuje kolejne miejsca, miasta, kraje jak punkty na mapie świata –  bez głębszej refleksji, bez zrozumienia, nawet bez większego zainteresowania. Byle tylko pstryknąć fotkę i móc pochwalić się ‘o, tutaj byłem!’.

Cztery godziny w Barcelonie wystarczy by zobaczyć Sagrada Familia, przespacerować się po Las Ramblas i nawet zobaczyć jakiś budynek Gaudiego. Czy jednak przez cztery godziny poznamy miasto, zrozumiemy jego specyfikę, charakter? Czy dowiemy się dlaczego akurat w Barcelonie powstała tego typu architektura oraz dlaczego to właśnie Hiszpania wydała tak wspaniałych i rewolucyjnych artystów jak Dali czy Picasso? Poznamy kulturę jedzenia tapas i sposób picia ginu (który jest inny niż np. typowe angielskie G&T)? Wątpię. Będziemy mieli fotkę, będziemy mogli pochwalić się przed znajomymi, a co może najważniejsze – będziemy mogli pochwalić się sami przed sobą jakimi to globtroterami jesteśmy, tacy światowi ludzie że hej!

Podróżować jest teraz niezmiernie łatwo, chyba najłatwiej jak do tej pory w historii naszej cywilizacji. Coraz więcej ludzi może sobie także pozwolić na bardziej egzotyczne wyjazdy. Te masy ludzi jeżdżą w te same same miejsca i siłą rzeczy tworzy się niesłychany tłok. Nie wiem czy próbowaliście kiedyś zobaczyć Mona Lizę w Luwrze? Obecnie można uważać się za szczęśliwca, jeśli uda nam się zobaczyć czubek jej głowy ponad morzem głów i wyciągniętych rąk z aparatami i telefonami. Potem w rozmowach można usłyszeć, że obraz mały, przereklamowany, zupełnie nie warty zobaczenia. Miałam nieprzyjemność czytać ostatnio relację pewnej blogerki z wyjazdu do świątyń Angkor. Dziewczyna pisała, że brud, że oszukują, że tłok, kolejki i generalnie, że Kambodża to ‘przykład kraju zrujnowanego przez lewaków’ (??), a Kambożanie to nieumiałki które zamiast ‘dziergać bikini na drutach i sprzedawać turystom’, siedzą bezczynnie i klepią biedę. Same świątynie określiła jako nieciekawe kupy kamieni.  Ewidentnie pojechała tam, ponieważ kompleks świątyń Angkor jest określany we wszystkich przewodnikach jako atrakcja której nie można przegapić. Nie pojechała tam z własnego wyboru – machina turystycznego przemysłu wybrała za nią. Z jej wpisów widać, że woli piękne plaże, drinki z palemką i luksus all inclusive, ale mimo to presja, czy też FOMO pompowane przez specjalistów od marketingu, sprawiły że wybrała się w miejsce zupełnie dla niej nieodpowiednie. W rezultacie nikt nie był zadowolony. Ani owa blogerka, ani ludzie którzy na prawdę pojechali tam z ciekawości, a zmuszeni zostali do tłoczenia się z takim właśnie przypadkowymi osobami.

Podróżowanie w rytmie slow to wyrwanie się z tego schematu i podążanie własną ścieżką. To zaakceptowanie, że nie wszystko trzeba zobaczyć i lepiej podróżować tak jak się lubi, niż tak jak mówią nam przewodniki i znajomi. To zrozumienie, że można całkiem miło zwiedzić Kopenhagę nie odwiedzając syrenki, a wycieczka do Barcelony może się udać bez wizyty w Sagrada Familia. Jadąc na weekend do jakiegoś miasta nie trzeba ganiać jak w ukropie by zobaczyć wszystkie atrakcje wymienione w przewodniku. Wybieramy się w podróż przecież po to, by zobaczyć coś nowego, czegoś się nauczyć, wyrwać się z naszej codziennej rutyny a także by odpocząć –  zatem głównie robimy to by sprawić sobie przyjemność. Wolne podróżowanie to odtrutka na wycieczki objazdowe, grupowe bieganie po must see atrakcjach, na pośpiech i stres czy aby wszystko na pewno zobaczyliśmy, na FOMO. To powrót do dziecięcej ciekawości świata i do umiejętności fascynowania się nawet najprostszymi rzeczami. To zrozumienie i zaakceptowanie faktu iż nie uda nam się być wszędzie, zobaczyć i doświadczyć wszystkiego. I obojętnie czy mamy trzy dni, czy trzy miesiące, ponieważ slow travel to stan umysłu a nie czas spędzony w podróży.

Do wyrwania się ze schematu potrzeba pewnej dozy odwagi. Nie jest nam łatwo zrezygnować z wygodnych łóżek, białych obrusów i znajomych smaków na rzecz spania na macie tatami, jedzenia ręką z liścia bananowca czy deseru w postaci lodów z kukurydzą i fasolą. Jedziemy więc w egzotyczne rejony świata ale oczekujemy kapci i miękkiego szlafroka w hotelu, kontynentalnego śniadania i makdonalda na każdym rogu. Po co zatem gdziekolwiek wyjeżdżać? Jak chcesz mieć jak w domu, to po prostu zostań w domu. Jeśli wakacje czy podroż mają być czymś więcej niż tylko bezmyślnym odhaczaniem kolejnych atrakcji i pasmem narzekania, to trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu i spróbować podróżować alternatywnie. Więcej na ten temat pisałam już wcześniej, do poczytania tutaj.

Slow travel tak na prawdę powinno być tłumaczone jako ‘uważne podróżowanie’ ponieważ wtedy skupiamy się na kluczowej sprawie – nie na długości wakacji czy podróży, ale na jej jakość. Jako uważni podróżnicy zyskujemy coś więcej niż fotkę i stempel w paszporcie. Skupienie się na swoim otoczeniu, ciekawość, pokora i otwartość na nowe doznania sprawia, że stajemy się lepszymi ludźmi. Stajemy się bogatsi wewnętrznie, poszerzają się nam horyzonty. Świat przestaje jawić się jako wrogie miejsce, ponieważ zaczynamy rozumieć, że inność jest pojęciem względnym. Tak samo zresztą jak prawda.

Nie mam dla was recepty na to jak podróżować w rytmie slow. Niektórzy lubią wyjeżdżać na długo, inni wola kilka krótszych wypadów. Ktoś jedzie zupełnie bez planu, inny rezerwuje hotele dwa miesiące przed wyjazdem.  Najważniejsze to zrozumieć, że nie ma takich miejsc, które koniecznie musimy zobaczyć oraz wyleczyć się z FOMO oraz po prostu zwolnić tempo. Zamiast sześciu miejsc odwiedź tylko trzy. Spróbuj zejść z utartych szlaków i odkryj prawdziwe oblicze danego miejsca.  Nie zakładaj z góry, że lokalne jedzenie jest niesmaczne i niehigieniczne. Nawet jak dostaniesz sraczki, to raczej nie z powodu braku higieny – po prostu nasze żołądki są przyzwyczajone do zupełnie innego jedzenie. Nie nazywaj mieszkańców Azji brudasami na widok śmieci leżących przy drodze – po prostu spróbuj zrozumieć dany kraj i jego problemy. Na przykład w Kambodży faktycznie leżą sterty śmieci przy drogach, ale to dlatego że mieszkańcy nie mają śmietników a śmieciarka to widok niemiernie rzadki. Ludzie składują odpady w jednym miejscu by następnie je spalić.  Mówisz że to bardzo nieekologicznie? W tym kraju jeszcze w 1997 panował okrutny reżim Czerwonych Khmerów, zamordowano miliony ludzi, praktycznie całe miasta i infrastrukturę zrównano z ziemią. Oczekiwanie, że 20 lat później kambodżański chłop będzie segregował odpady i kupował organiczny hummus, jest po prostu niedorzeczne. Uważne podróżowanie to odrzucenie mentalności uprzywilejowanego osadnika z Europy.

Warto zastanowić się przed następnymi wakacjami co tak na prawdę sprawia nam przyjemność, dlaczego chcemy w dane miejsce jechać i co chcemy z tej podróży wynieść. Warto także krytycznym okiem spojżeć na plan naszego wyjazdu – ile czasu zaplanowaliśmy w jednym miejscu, ile czasu spędzimy na dojazdach… Ja zawsze zaczynam od przeczytanie przewodnika a potem robię selekcje wszystkich miejsc w nim wymienionych pod kątem swoich własnych upodobań i preferencji. Na pewno nie jadę gdzieś tylko dlatego, że w przewodniku napisali: Tego nie można pominąć! Starannie sprawdzam czas dojazdów ponieważ nie chcę spędzać codziennie kilku godzin w autobusie lub taksówce. Staram się wykorzystać krótki urlop maksymalnie, dlatego też robie plan i rezerwuje hotele dużo wcześniej. Nie muszę się potem stresować na miejscu. Nie mówię, że mój sposób jest najlepszy. Każdy musi wypracować swój własny. Chętnie natomiast podzielę się planami moich poprzednich wyjazdów. Dajcie znać w komentarzach czy chcecie zobaczyć jak wygląda moje uważne podróżowanie w praktyce.

powolne podróżowanie powolne podróżowanie

  • Świetne podsumowanie kondycji współczesnej turystyki. Podróżujemy dużo (bo możemy), gęsto (bo każdy inny też chce podróżować) i intensywnie (bo Instagram czeka na masę “fajnych fotek”). Inaczej: podróżujemy “kompaktowo”. Sama mogę się “pochwalić” co najwyżej tym, że nie lubię i nigdy nie lubiłam wycieczek zorganizowanych, na których jeździ się z punktu A do B i “podziwia” nowy kraj przez okno autokaru. Wędrownych wycieczek zorganizowanych zresztą też nie lubię. Podróż to dla mnie zarówno odkrywanie nowego, jak i wypoczynek. Nie lubię być ograniczana godzinami i miejscami. Wciąż ulegam spisowi miejsc must-see, ale za to przy okazji poświęcam czas również innym. Wiem, że mogłoby być nieco lepiej z moją postawą, ale też nie jest tragicznie 😛
    Pozdrawiam, Ania z D.

    • ja też nigdy nie lubiłam zorganizowanych wyjazdów! zdecydowanie milej jest podróżować na własną rękę i we własnym tempie. ja zawsze staram się trochę pozwiedzać, ale też znaleźć czas na poleniuchowanie na plaży 🙂 pozdrawiam!