filozofia życia, minimalizm, polecane

CZYM NIE JEST MINIMALIZM: DWA BŁĘDNE PODEJŚCIA

Bycie minimalistą jest teraz na czasie. Wszędzie uczą i pouczają jak ograniczyć ilość posiadanych rzeczy i tym samym uzyskać dostęp do minimalistycznego nieba szczęśliwości. Nie kupuj, nie wydawaj, odszukaj swoje prawdziwe ja i zdefiniuj swoje prawdziwe potrzeby i wejdź do krainy wiecznej szczęśliwości, gdzie na koncie przyrastają zera, czas jest z gumy a my spędzamy czas na robieniu tylko przyjemnych rzeczy.  Czy minimalizm jest zatem lekarstwem na całe zło tego świata i kluczem do szczęśliwości?

Nie wątpię, że idea jest bardzo szlachetna i na pewno postępowanie według zasad minimalizmy podnosi jakość życia. Głównym założeniem minimalizmu jest pozbycie się wszelkich rzeczy, nie tylko materialnych, które tak na prawdę nic nam nie dają i nie wnoszą żadnych wartości. Pierwszym krokiem do osiągnięcia tego celu jest głęboka, wewnętrzna refleksja i według mnie to jest główną zaletą minimalizmu. Ludzie są dzisiaj tak zajęci i tak zaabsorbowani zewnętrznym światem, że zatracili umiejętność autorefleksji. W rzadkich momentach kiedy brakuje zewnętrznych bodźców – na przykład jesteśmy sami, bez telefonu, Internetu, gazety – zupełnie nie wiemy co ze sobą począć. Niektórzy zaczynają się nudzić, inni wpadają w panikę. Minimaliści chcieli właśnie przypomnieć nam, że świat zewnętrzny jest tak na prawdę mało ważny. Jest ulotny, jest zmienny, nie jest racjonalny i z całą pewnością nie ma w nim szczęścia. Szczęście jest w nas i tam musimy go szukać. Jeśli to zrozumiemy, to zbędę stają się wszelkie dobra produkowane przez naszą cywilizację w celu dania nam szczęścia właśnie. Nasze ja nie jest definiowane przez przedmioty. Rzeczy materialne raczej przeszkadzają nam w drodze do szczęścia, odwracają naszą uwagę od tego co ważne. Należy zatem ograniczyć ilość posiadanych rzeczy do minimum a powstałą w ten sposób pustkę zapełnić uczuciami, słowami i działaniami które wypływają z naszej prawdziwej, niczym nie zakłóconej natury.

Tak rozumiany minimalizm jest ideą bardzo zacną. Jednak im większy rozgłos zyskiwał, tym większe było prawdopodobieństwo że zostanie wypaczony i wykorzystany jako kolejne narzędzie do robienia kasy. Tak jak podczas zabawy w głuchy telefon pierwotna idea zostaje gdzieś na łączach przekręcona i efekt końcowy ma mało wspólnego z punktem wyjścia. Tak też się oczywiście stało i minimalizm o którym teraz wszyscy piszą i którym wszyscy się zachwycają, mało ma wspólnego ze swoimi pierwotnymi założeniami. Minimalizm z wartościowej idei mającej polepszyć nasze życie, stał się estetyczną konwencją, modą po prostu. Ludzie pozbywają się rzeczy tylko po to, by za chwilę zastąpić je innymi. Koc w kwiatki nie jest minimalistyczny, trzeba go wyrzucić. Ale koc jest przecież potrzebny, lecimy więc kupić nowy – szary albo jakiś w geometryczny wzór by nasz dom wpasował się w modną, minimalistyczną estetykę. Pojawiły się sklepy oferujące ciuchy o minimalistycznych krojach. Mamy minimalistyczne meble, wazony, plakaty, zegarki, torby z napisem ‘Nie kupuję’. Nasze domu i szafy są wypełnione minimalizmem po brzegi, biznes się kręci.

Po drugie minimalizm stał się snobizmem. Ludzie którzy zrozumieli jego pierwotne założenia, wcielili je w życie i zaczęło im się lepiej żyć, uznali że są z tego powodu lepsi od innych. Nie tylko zaczęli się brzydko wywyższać, ale także wykorzystują swoją ‘wyjątkowość’ jako formę opresji w stosunku do wszystkich nienależących do tego elitarnego klubu ‘minimalistów’. Dla nich wszyscy kupujący nowe ubrania, nowe telefony i ‘beemki’ (z jakiegoś dziwnego powodu samochód marki BMW zawsze jest atrybutem beznadziejnego człowieka, dlaczego?) to po prostu idioci marnujące swoje życie na nieistotne rzeczy. Oni są ponad to, śpią na zaoszczędzonej kasie i mają wolne całe dni, które mogą spędzać na realizowaniu swoich fascynujących pasji. Tak rozumiany minimalizm to po prostu antykonsumpcjonizm, do tego w swojej butnej postaci. Kupowanie rzeczy tacy minimaliści traktują jak najgorsze zło, źródło niepowodzeń w życiu i przyczynę wszelkich nieszczęść. Potrzeba posiadania coraz to nowych rzeczy jest napędzana przez ekonomię i nie ma nic wspólnego z twoim prawdziwymi pragnieniami. Posiadanie nowego telefonu nie czyni cię wyjątkowym ani szczęśliwym. Jesteś tylko bezmózgim konsumentem manipulowanym przez specjalistów od marketingu. Generalnie to tylko przegrywasz życie i albo przejdziesz na jasna stronę minimalizmu, albo skończysz jak Darth Vader – stary, zgorzkniały i pochłonięty przez ciemne moce. Przestań więc kupować i do what you love a zostaniesz członkiem elitarnego klubu szczęśliwych i spełnionych ludzi – minimalistów. Co za bzdura! Minimalizm nigdy nie utożsamiał kupowania ze złem. Raczej skupienie się na tej prawdziwej idei prowadziło, lub nie, do ograniczania kupowania i zmniejszenia ilości posiadanych przedmiotów. To powinien być efekt minimalizmu, a nie jego główne założenie.

Nie twierdzę, że te dwa podejścia są złe. Może i są to fajne sposoby na życie. Twierdzę natomiast, że nie powinno się żadnego z nich nazywać minimalizmem. Może pierwszy to po prostu pewien styl czy estetyczna preferencja którą się kierujemy przy urządzaniu naszych mieszkań? Może drugi to antykonsumpcjonizm i próba postawienia się w roli mędrca – outsidera żyjącego na przekór przyjętym normom zachowania się we współczesnym społeczeństwie? Nie wiem. Na pewno jednak nijak mają się do minimalizmu rozumianego jako filozofia życia polegająca na ograniczeniu zbędnych rzeczy i bodźców i na skupieniu się na tym, co dla nas na prawdę ważne. Moim zdaniem minimalizm to nie zastąpienie jednych bodźców i przedmiotów innymi. Nie pozbywanie się wszystkiego aby udowodnić swoją zajebistość. Te dwa podejścia oddalają nas od tego, do czego minimalizm ma na celu nam przybliżyć – do poznania siebie, skupienia się na osobistym rozwoju i, tak po prostu banalnie, do bycia szczęśliwymi. Chyba także do bycia wolnym, niezależnym od przedmiotów i od słów oraz opinii innych ludzi.

Czy wy też dostrzegacie, że idea minimalizmu została trochę wypaczona? Że z filozofii stał się modą? A może zupełnie się ze mną nie zgadzacie? Dajcie znać w komentarzach.

minimalizm1

  • Strzałkowska

    Popieram to co napisałaś…nagle wszyscy nazywają siebie minimalistami choć niewiele mają z nimi wspólnego. Moda modą i czas pokaże kto ile zaczerpnął z tej idei:) dobrze, że inspiruje ludzi do zmian w swoim życiu i otoczeniu ale gorzej, że produkuje też twory w typie opisywanym przez dominique loreau “jak torba to jedna od hermesa”;)

    • właśnie, czas pokaże!

  • Absolutnie się zgadzam – minimalizm to towar taki sam jak nowa designerska kolekcja w H&M albo iPhone 7. Wystarczy spojrzeć na dział “minimalizm” w księgarniach – półki uginające się pod ciężarem coraz to nowszych poradników, jak żyć slow, jak być slow, jak kupować mniej, jak być minimalistą w życiu, jak być minimalistą w pracy, jak być minimalistą w miłości… Wszędzie slow i minimalizm, nikt nie zadaje sobie trudu żeby spojrzeć głębiej. Fajnie czyta się takie mądre sformułowania “wsłuchaj się w siebie” w książkach i fajnie się potem błyszczy w towarzystwie mówiąc “czytałam ostatnio taką mądrą książkę…”, ale mało kto widzi coś głębiej ponad lansiarskie poradniki i geometryczne koce. Sama zaczęłam wpadać w tę pułapkę, chcąc się uwolnić spod wpływu konsumpcjonizmu, wpadłam w kolejną jego zasadzkę… Rozwiązaniem jest chyba jeszcze bardziej uodpornić się na mody i trendy (bo minimalizm się do nich zalicza w takiej postaci) i chcąc stać się minimalistą, zacząć od rachunku sumienia, od autorefleksji, jak słusznie napisałaś, a dopiero potem ewentualnie sięgnąć po jedną, dwie książki, dla inspiracji. Więcej bodźców nam nie potrzeba.

    • thumbs up za ten komentarz! to trochę paranoja, ten nadmiar minimalizmu.

  • Ja się zgadzam jedynie po części. Minimalizm filozoficzny jest czymś innym niż minimalizm estetyczny i nie należy ich mylić, bo są to dwa zupełni różne kierunki. Tak samo z awangardą czy romantyzmem. Literatura ma swoje cechy, sztuki wizualna swoje, a życie swoje (itd.). Wspólny mają jedynie rdzeń, parę założeń i nazwę. Problem, o którym Ty piszesz, polega na nierozróżnianiu tych kierunków przez ludzi. Jednocześnie używając pewnych zdań, sama osadzasz się wśród ludzi niedostrzegających różnicy. Oczywiście to nic złego, od tego są studia i w ogóle. Mało “zwykłych” osób zaprząta sobie tym głowę, bo i po co?
    Pozdrawiam, Ania z D.

    • dziekuje za komentarz. jednak prosilabym Cie o rozwiniecie wypowiedzi – stawiasz mi zarzut nieodrozniania minimalizmu estycznego od ‘minimalizmu filozoficznego’ ale nie dajesz zadnych argumentow na poparcie tej tezy.

      • To nie zarzut, nie odbieraj moich słów źle 🙂 Chodziło mi o to, że minimalizm estetyczny nie musi się wiązać z filozofią. Jeśli ktoś ma w domu puste wnętrza, gołe ściany i jeden stolik na środku, to jest minimalistą (estetycznym), choć niekoniecznie filozoficznym, bo np. żyje b. rozrzutnie i imprezowo.