styl

CAPSULE WARDROBE: SEZON JESIEŃ/ZIMA

Chciałabym aby w mojej szafie panował minimalizm, ale do tego jeszcze długa droga. Nawet nie jestem pewna, czy kiedykolwiek uda mi się to osiągąć. Cieszę się jednak z tego, że udało mi się opanować mój ubraniowy chaos oraz niezdecydowanie i moja garderoba stanowi mniej więcej spójną całość. Piszę ‘mniej więcej’ ponieważ jeszcze mam kilka przypadkowych rzeczy z którymi nie potrafię się rozstać. Na szczęście poza tymi nieszczęściami większość jest z gatunku tych ukochanych i ulubionych. Odkąd przestałam decydować się na ciuchowe kompromisy, moja szafa zapełniła się właśnie takimi little darlings. I przestało mi przeszkadzać, że ciągle chodzę w tym samym – skoro mam wreszcie swoja upragnioną koszulkę i dżinsy, to dlaczego nie miałabym w nich chodzić codziennie?

Zmiana pór roku to zawsze dobra okazja by przejrzeć zawartość szafy, pozbyć się nienoszonych rzeczy i zdecydować w czym będzie się chodziło przez nadchodzące miesiące. Ja zaczęłam od przeanalizowania w czym zwykle chodzę i w czym dobrze się czuję. Na samym wstępnie odpadły więc wszelkie kolory – jesienią i zimą najlepiej się czuje w czerni. Tylko i wyłącznie w czerni. Najczęściej chodzę w spodniach i swetrach. Noszę szaliki ale nie cierpię rękawiczek, zresztą zawsze mi jest w nich za gorąco. Nie nosze kozaków i wysokich butów – mam tylko półbuty i buty sportowe, wszystko na płaskiej podeszwie. Toleruje tylko wełnę i inne naturalne tkaniny.

Sprzedałam więc na Ebay’u granatową i zieloną sukienkę, do pojemnika na używaną odzież wrzuciłam znoszone buty na wysokiej podeszwie (platforma, tak?), dwa okropne swetry z akrylu i różowy płaszczyk. Potem przejrzałam ofertę moich ulubionych sklepów, kilka rzeczy poszłam przymierzyć i wreszcie się zdecydowałam. Oto jak wygląda moja jesienno-zimowa capsule wardrobe.

KURTKA I PŁASZCZ

Płaszcz kupiłam w zeszłym roku w COS, w tym sezonie jest nadal dostępny tutaj. Długo zastanawiałam się nad jego zakupem ponieważ był dość drogi, ale teraz wiem, że był to bardzo trafiony zakup. Nosiłam do cały poprzedni sezon i nadal mi się bardzo podoba. Ba, nie mogę się doczekać kiedy zrobi się tak zimno, bym mogła go znowu ubrać!

Brakowało mi jednak kurtki. Jedyna która miałam, to czarna przeciwdeszczowa z Carhartt. Jest dokładnie taka. Chciałam coś cieplejszego i koniecznie z kapturem. Po długich poszukiwaniach wróciłam do punktu wyjścia i kupiłam parkę w Carhartt (1). Co prawda nie jest przeciwdeszczowa, ale myślę że na londyńską pogodę będzie odpowiednia. Ma duży kaptur i duże kieszenie, a to dla mnie podstawa.

SPODNIE I INNE ‘DOŁY’

Przez pięć dni w tygodniu chodzę w jednych i tych samych spodniach. Do pracy niestety nie mogę ubierać dżinsów. I to jest duży problem ponieważ toleruję tylko dżinsy. Udało mi się znaleźć kompromis pod postać spodni nie z dżinsu, ale o kroju wąskich dżinsów. Mam takie jedne upatrzone w Zarze – noszę jedną parę tak długo aż zrobi się w nich dziura, potem kupuje kolejne. Spodnie na weekend to czarne Levisy 711. Nie planowałam kupować kolejnych spodni, ale trafiłam na takie cudo w COS (2) i przez kilka dni nie mogłam spać. Po tygodniu nieustannego myślenia o tych spodniach poszłam do sklepu i je kupiłam. No i od tamtej pory noszę je prawie codziennie. Są super wygodne i fajnie wyglądają. Na pewno jest to dość nietypowy i kontrowersyjny fason, na pewno nie każdemu będzie pasował. Ja jednak czuję się nich znakomicie, a wiszący i luźny krój sprawia, że nie muszę się martwić o mój płaski brak tyłka.

Nie mam żadnej spódnicy na zimę i nie jestem przekonana, czy powinnam kupić. Może przydałaby mi się jakaś czarna, grubsza i do kolan? Trochę przeglądałam sklepy, ale nic mi się nie spodobało i porzuciłam ten temat. Mam dwie ciepłe sukienki z COS, kupione już parę sezonów temu i one chyba mi wystarczą. Co prawda są to dzienne sukienki, a raczej sukienko-swetry i nie nadają się na wieczorne wyjścia. Tylko ja prawie nigdy nie chodzę w takie miejsca, gdzie trzeba ubierać ładne sukienki. Temat jest zatem zamknięty.

SWETRY, BLUZY I BLUZKI

To mój odwieczny problem. Mam figurę ‘zajebiście typowe jabłko’ i dlatego najtrudniej mi zawsze kupić coś na górę właśnie. Przez lata świat mody a za nim sklepy z ciuchami hołdowały zasadzie, że baba musi nosić obcisłe. Dopasowane bluzeczki, krótkie sweterki, brrry. Idealne ciuchy dla kogoś z grubym brzuchem. Na szczęście to już przeszłość. Oversized to dla mnie słowo klucz. Albo boyfriend fit. Co prawda jestem też teraz dużo mniejsza niż byłam kiedyś, ale nadal preferuję luźniejsze bluzki i swetry. Najchętniej ciągle bym chodziła w za dużych bluzach. Mam jedną Nike z kapturem, ale brakuje mi czegoś bez kaptura. Zdecydowałam się na klasyczną bluzę Adidasa (4) ponieważ jest ponadczasowa i można ją z powodzeniem ubrać na weekndowy wypad na wieś, a także pod marynarkę na wyjście na drinka z przyjaciółmi

Moja kolekcja swetrów to jeden brązowy nierozpinany i jeden szary rozpinany. Trochę mało zważywszy, że w swetrach chodzę praktycznie codziennie. Na razie kupiłam tylko jeden – ten czarny, nakrapiany z COS (8). Jest świetny i najchętniej nosiłabym go codziennie! 100% wełna i fajny kolor. Do tego jest trochę dłuższy i nie wieje po nerkach. Zastanawiam się jeszcze nad czarnym golfem (11) i może nad jakimś rozpinanym w ciemnym kolorze (czarny oczywiście). Nie wiem jednak czy jest potrzebuje aż tylu swetrów? Przecież mam jeszcze czarną koszulę i dwie białe, które mogę nosić na jakąś koszulkę z długiem rękawem. A propos koszulek, upatrzyłam sobie jedną z Comme de Garcon (6) i coś czuję, że ja kupię niedługo… Myślę już o niej kilka tygodni, a to jest znak że zakup będzie trafiony.

BUTY

W zeszłym roku kupiłam niskie, czarne Martensy i chodziłam w nich całą zimę. W tym roku też to będą moje podstawowe buty na chłodne dni. Zimy w UK są ostatnio nie aż tak chłodne i zdarzało się, że w Martensach było mi za gorąco. Do pracy nie mogę chodzić w sportowych cichobiegach i potrzebuję coś bardziej wyjściowego. Udało mi się znaleźć idealne mokasyny – G.H. Bass & Co (7). Cały czas się jeszcze zastanawiam nad zakupem, bo cena nie należy do najniższych a do tego ja tak na prawdę większość czasu chodzę w butach sportowych i po prostu bardzo się kicksami jaram. Latem pomykałam w czarnych Huarache Ultra Breathe i biało-czarnych Roshe. We wrześniu kupiłam czarne slip-on Vansy (3) i szybko stały się one moim podstawowym butem – noszę zawsze i do wszystkiego. Jednak w UK, jak wszyscy wiedzą, dużo pada a te szmaciane Vansy średnio się na deszcz nadają. I tutaj mam dylemat – jeśli nie mokasyny to jakie kicksy kupić na zimę. Mój pierwszy wybór to Nike Air Force 1 całe czarne, ale potem trafiłam na te Pumy, a na koniec na te Jordany i już nie wiem co zrobić….Które, no które!? No i jak kupię nowe kicksy, to będę musiała zrezygnować z nowych półbutów. Ach, te decyzje!

AKCESORIA

Torba, szalik, czapka i zegarek. Nic innego do szczęścia nie jest mi potrzebne. Zegarek dostałam w zeszłym roku pod choinkę i nadal go uwielbiam – to Daniel Wellington z białą tarczą i na czarnym pasku. Szalik w zeszłym sezonie nosiłam czarny, ale była to jakiś akrylowy potworek z sieciówki i nigdy nie byłam z niego zadowolona. W tym roku zainwestowałam w szary wełniany szal. Chciałam kupić a Acne, ale ostatecznie zdecydowałam się na stary i sprawdzony COS (9). Czeka na chłodniejsze dni.

Czapkę miałam tylko z daszkiem i w bardzo zimne dni marzły mi uszy. Nie żebym nosiła czapki bardzo często, zwykle tylko jak na prawdę mrozi. Dlatego też nie chciałam dużo na nią wydawać i nie było dla mnie aż tak ważne żeby była dobra jakościowo. Najpierw chciałam zwykłą czarną z Carhartt albo coś w tych klimatach, ale jak trafiłam na Lorda Nermala z Rip N Dip (10), to wiedziałam że musi być mój! No i mam czapkę z kotem pokazującym środkowy palce hehe.

Ostatnim zakupem na mojej liście była torba. Od zeszłej zimy śmigałam cały czas z plecakiem i śmigać z nim mam zamiar nadal. Czarny Kanken to jeden z moich bardziej udanych zakupów, po prostu go uwielbiam. Taszczę go ze sobą codziennie, przeciągnęłam go przez pół Azji, a on nadal wygląda super. Chciałam jednak mieć torbę ponieważ z plecakiem nie zawsze czuję się adekwatnie, np. jak wychodzę gdzieś wieczorem. Wymyśliłam sobie zwykłą, czarną torbę na ramię. Najlepiej skórzaną. Jednak po przetrząśnięciu internetów okazało się, że podobające mi się torby są okropnie drogie, oraz znalezienie takiej jak chcę, ale zapinanej graniczy z cudem. Z pomocą przyszedł Vans i ta torba (5). Nie jest co prawda skórzana, ale fason jest taki jak chciałam no i jest zapinana.

PODSUMOWANIE

To już cała moja szafa na jesień i zimę. Cały czas pracuję nad tym, żeby mieć jak najmniej ubrań. Nigdy nie miała ogromnej ilości ciuchów, ale i tak wydaje mi się, że mam za dużo. Staram się aby moje zakupy były przemyślane, pasowały do reszty mojej garderoby i aby były to rzeczy które mi się na prawdę podobają. Dlatego długo myślę zanim wrzucę coś do koszyka. Dlatego decyduję się na droższe rzeczy. Dlatego zwracam uwagę na materiały i wykonanie. Wolę wydać £29 na koszulkę w COS niż £5 w H&M bo wiem, że ta droższa po praniu nie zamieni się w szmatkę z poskręcanymi szwami.

Poza tym w ograniczaniu kupowanie i zminimalizowania mojej garderoby pomogło mi też jasne określenie mojego stylu. Zrobiłam sobie szczerą pogawędkę z samą sobą i zdecydowałam w czym się najlepiej czuję, w jakich fasonach najlepiej wyglądam i jak chciałabym wyglądać. Po prostu jasno określiłam swoją stylistyczną konwencję i się jej trzymam. Udało mi się to juz w zeszłym roku, o czym możecie poczytać tutaj.

capsule wardrobe jesień/zima

styl

  • Marze o capsule wardrobe. Niestety jest mi strasznie ciezko rozstac sie z moimi ulubionymi rzeczami. Najgorzej jest chyba z t-shirtami. Zawsze zostawiam je, bo “moga sie kiedys przydac, bedzie zimno i nie bede mial co zalozyc pod sweterek albo bluze”. Poki co udalo mi sie “okroic” swoja gardrobe z kolorow. I to uwazam jest za ogromny sukces. Czern, biel, troche szarosci. Poczatki sa zawsze najtrudniejsze prawda?

    Pozdrawiam!
    Ariel

    • ahh, typowy chomik 😉 oddaj do charity shop i pomyśl, że przydadzą się komuś innemu. Mi też było ciężko na początku. Teraz czuję się jakby spadł mi z głowy jakiś wielki ciężar – mniej ciuchów to mniej problemów w co się ubrać, serio!