REMONT ŁAZIENKI: PRZED I PO

Zrobienie remontu łazienki było moim priorytetem. Najpierw kuchnia, potem łazienka  – tak sobie mówiłam zaraz po zakupie domu. Od tamtego momentu minęło pięć lat a łazienka pozostała bez zmian. Zawsze znajdowały się ważniejsze sprawy do zrobienia. Albo łatwiejsze i tańsze. A do łazienki po prostu zamykał się drzwi… żeby jej nie widzieć.
Była oczywiście zdatna do użytkowania. Można było się myć, brać prysznic a nawet kąpać. Tylko jak było brzydko! Tandetne kafle imitujące chyba marmur czy coś, kibel najtańszy z supermarketu.  Umywalka w podobnym stylu. Wanna jakaś wydziwiona z uchwytami i falowaniami. Na podłodze moje znienawidzone panele. Oczywiście wszystko wykonane metodą jak z kreskówki ‘Sąsiedzi’, czyli szpary pozaklejane silikonem i inne historie. Wilgoć, grzyb i wiecznie gdzieś cieknąca woda. Nic miłego.
Co prawda w między czasie zrobiliśmy mały upgrade, można o nim poczytać tutaj. Łazienka zaczęła wyglądać trochę lepiej, ale jednak cały czas była to prowizorka.
Wreszcie w tym roku udało mi się zrobić prawdziwy, porządny remont tej mojej nieszczęsnej łazienki. Zaczęłam się do niego przymierzać już jesienią, ale nie miałam koncepcji i szło mi jak po grudzie. Wiedziałam, że nie mogę zacząć bez konkretnego pomysłu i planu bo wyjdzie jakiś wnętrzarski bałagan i nie będę zadowolona z rezultatów. Jak zatem się do tego zabrałam?

ETAP PIERWSZY: POMYSŁ

Zaczęłam od przerzucania obrazków w poszukiwaniu inspiracji i pomysłu. Mój pierwotny zamysł to wolno stojąca wanna, podłoga w biało czarną szachownicę, kafle białe cegiełki na ścianę i takie trochę stylizowane krany. No cóż, takie klimaty mi się dawniej podobały… Gust jednak ewoluuje i teraz już bym sobie takiej łazienki nie zafundowała. Wiedziałam, że musi to być coś bardziej nowoczesnego. I że na pewno nie położę tych białych prostokątnych kafli bo one są teraz dosłownie wszędzie i zaczynają być jak ta nieszczęsna meblościanka w czasach realnego socjalizmu.
Pierwszy zatem urodził się moodboard. Postawiłam na biel z dodatkiem marmuru i czerni. Pisałam już o tym tutaj.

ETAP DRUGI: PROJEKT

Drugim etapem było projektowanie układu tego pomieszczenia. Trochę czasu mi zajęło rozplanowanie ustawienia, ale właśnie ten brak pośpiechu bardzo mi pomógł. Rozrysowałam kilka pomysłów i potem długo je analizowałam, odrzucając stopniowo te najgorsze. Gdy zostały dwa zaczęłam kalkulować koszty realizacji każdego z nich i w rezultacie został mi tylko jeden – ten bardziej ekonomiczny.
 Na papierze wszystko już mi się podobało, trzeba było więc wcielić projekt w życie. Znalezienie fachowca od brudnej roboty okazało się łatwiejsze niż przypuszczałam. Ktoś znajomy akurat robił remont, był zadowolony z fachowca  i nam go polecił. Szybko ustaliliśmy szczegóły i datę rozpoczęcia prac – początek czerwca. Miałam dwa tygodnie na zakup potrzebnych sprzętów i materiałów.

ETAP TRZECI: ZAKUPY

Z tym było trochę zabawy ponieważ zupełnie się na wannach i umywalkach nie znam. Okazało się, że toaleta występuję z stu odmianach, wanna wannie nie równa a krany to już mi się śniły po nocach. Oczywiście moje pomysły zostały także bardzo szybko zrewidowane przez tzw. życiówkę, czyli pieniądze. Nie mogłam sobie na wszystko pozwolić i musiałam pozmieniać niektóre plany. Zastosowałam już sprawdzoną taktykę oszczędzania na niektórych rzeczach by móc poszaleć przy zakupie innych.
Po obejrzeniu setek ceramicznych kafli udających marmur stwierdziłam, że jednak to padaka jest i nie mogę w tym temacie pójść na ustępstwa. Na podłodze mamy marmur Calacatta od Mandarin Stone.
Nie poszłam też na ustępstwa w sprawie baterii na wannę – jest firmy Grohe a prysznic jest taką namiastką deszczownicy. Niestety nasza łazienka jest zbyt niska na prawdziwą deszczownicę.
Długo debatowałam nad kranem do umywalki. Chciałam żeby też był Grohe i z tej samej serii. Jednak zdecydowałam się na tańszy z IKEA  – stylistycznie mało się różnił od tego droższego. A wykonanie też nie jest najgorsze.
Nie oszczędzałam też przy zakupie kaloryfera. Tutaj trzeba koniecznie zwrócić uwagę na jego moc  – musi być odpowiednia do wielkości naszego pomieszczenia. Ja zdecydowałam się na dużo mocniejszy niż ten zalecany do naszego metrażu ponieważ łazienka jest u nas najzimniejszym pomieszczeniem i poprzedni kaloryfer, chociaż adekwatny, nam nie wystarczał.
Kibelek też do najtańszych nie należał, ale zależało mi aby był prosty, bez żadnych falek czy wgłębień. Nie udało mi się znaleźć nic taniego w tym stylu. Nie oszczędzałam też na dodatkach i zdecydowałam się zainwestować w rzeczy od moich ulubionych marek: lustro jest od House Doctor, mały wieszak na ręcznik i papier toaletowy od Ferm Living, a duży wieszak od Serax.
Na czym oszczędziłam? Najbardziej na kafelkach na ściany. Kupiłam zwykłe białe kwadraty na sekcji budowlanej w B&Q (to taka tutejsza Castorama). Nie są idealnie proste, ale jakoś mi to nie przeszkadza, po prostu taki styl. Nie wydałam też fortuny na wannę i na szklany parawan nawannowy. Jakoś nie mogłam usprawiedliwić kilku stów na kawałek szkła, który wygląda tak samo i spełnia taką samą funkcję jak ten za dużo niższą cenę.
Przy wyborze wanny priorytetem była jej, że to tak nazwę, funkcjonalność prysznicowa. U nas w domu kąpieli się nie zażywa, ale prysznicuje się codziennie. Dlaczego zatem zdecydowałam się na wannę? Żeby było łatwiej dom sprzedać, jeśli kiedyś będziemy chcieli to zrobić. W Anglii wanna to nadal bardzo istotna sprawa i wiele ludzi nie wyobraża sobie funkcjonowania bez niej. Jest zatem wanna z bardzo wygodnym prysznicem.
Najmniejszy problem miałam z umywalką. Od początku wiedziałam, że będzie z IKEA. Marzył mi się przestronny blat dookoła umywalki, ale niestety moja łazienka nie jest pokaźnych rozmiarów i musiałam znaleźć jakiś kompromis. Na szczęście IKEA ma całkiem fajną umywalkę z małym niby-blatem dookoła. Wybrałam ODENSVIK ponieważ wydawało mi się, że ceramiczny będzie trwalszy niż akrylowy. Szafka pod zlew i szafka wisząca są z serii GODMORGON, więc budżetu przy ich zakupie nie nadwyrężyłam.

ETAP CZWARTY: REMONT

OK, to mamy już wszystko wybrane. Zakupów dokonałam drogą internetową i w ciągu kilku dni nasz salon zaczął przypominać magazyn a w domu zapanował chaos.
Nie będę dużo pisać na temat przeprowadzonych prac. Było raczej standardowo: dużo hałasu, kurzu i brudu. Najpierwszy wszystko poszło precz na śmietnik. Potem było łatanie, prostowanie, wylewanie podłogi i tak dalej, i tak dalej.
Z nieprzewidzianych rzeczy doszła wymiana halogenów w suficie. Okazało się, że instalacja była zrobiona iście kowbojskim sposobem (przy użyciu dużej liczby przedłużaczy, patrz zdjęcie) i trzeba było wszystko pogonić i zrobić od nowa. Zdecydowałam się na LEDy zamiast halogenów, ale była to decyzja bardzo spontaniczna i raczej po prostu zgodziłam się na to co fachowiec mi proponował. Do tej pory jeszcze nie udało mi się dobrać odpowiednich żarówek… albo za jasne, albo za ciemne. No ale podobno prądu mało zużywają.
Za namową naszego fachowca zdecydowałam się także zlikwidować drewniane ościeżnice dookoła okna i drzwi. Sama na to bym nie wpadła, a wygląda to o niebo lepiej.
Udało mu się też schować wszystkie rury w ściany i nie ma żadnych parapecików itp. OK, jest jeden. Koło kibelka. Po prostu przesunięcie rury wiązało by się z całą masą dodatkowej pracy no i oczywiście z dodatkowymi kosztami. Trochę najpierw byłam niezadowolona z takiego obrotu sprawy, ale teraz już mi to nie przeszkadza. Zreszta w pierwotnym planie kibel miał być standardowy, taki z widocznym zbiornikiem. Potem jednak pomyślała, że jest usytuowany w takim miejscu, że można spokojnie go zabudować i zrobić całkiem przydatną półkę. Czasem na najlepsze pomysły wpada się już w trakcie remontu!
Wspominałam już, że nasza łazienka jest bardzo niska. Okazała się tak niska, że trzeba było skuwać podłogę aby obniżyć wannę – inaczej wyższe osoby szorowały by głową po suficie w trakcie brania prysznica. Nie był to jakiś wielki problem, ale kosztował dodatkowy dzień albo dwa remontowego chaosu.
Prace trwały prawie 4 tygodnie, z przerwami w weekendy. Przez ten czas trzeba było sikać i myć się na budowie i momentami było to frustrujące. Jednak fajnie było patrzeć jak pomału łazienka nabiera kształtu. Tak na prawdę zaczęłam się cieszyć dopiero gdy sprzęty stanęły na swoich miejscach a na ścianach zaczęły pojawiać się kafle. Wcześniej byłam lekko przerażona i pełna najgorszych myśli – cały czas nie byłam przekonana czy efekt końcowy mnie zadowoli.

EFEKT KOŃCOWY

Bardzo lubię moją nową łazienkę. Jest czysto, biało i minimalistycznie. Zresztą oceńcie sami!
collage2
IMG_6379 IMG_6378 IMG_6376IMG_6405 IMG_6414 IMG_6412IMG_6406IMG_6436remont łazienki IMG_6442 remont łazienki
p o n m remont łazienki i remont łazienki g e c b remont łazienki
  • Jest przecudowna. Czysto, klarownie. Lustro, i wieszaki- SZAŁ!! Do kafelków podeszłyśmy podobnie 🙂 Ja w prawdzie w kuchni i z długą drogą do przejścia zanim podjęłam decyzję o białych, najprostszych płytkach. PS- Przepięknie tu u Ciebie- zostaję na zawsze 😉

    • dziękuję ślicznie. najprostsze zawsze najlepsze! już Ciebie wszędzie podglądam i zaraz poczytam, pięknie 🙂

  • Magda Rutkowska

    Piątka z plusem za projekt! Jestem z
    Ciebie dumna! Mam nadzieję, że niedługo zobaczę na własne oczy????.

    • poczekaj z pochwałami aż zobaczysz 🙂

  • Podłoga i kot cudne! Całość wyszła pięknie!