INTO THE WILD

Nie wiem czy to upływający czas czy może te długie lata spędzone w zatłoczonym i wiecznie hałaśliwym mieście ale coraz częsciej mam ochotę na kompletną odmiane. Na proste życie z dala od zakorkowanych autostrad, tłumów ludzi, sklepów, wiecznej pogoni z pracy i do pracy… W zeszłym tygodniu dwa razy utknęłam w metrze, uwięziona na małej przestrzeni z masą obcych ludzi, gdzieś głeboko pod ziemią. We are expecting severe delays… W weekendowy poranek wszystkie knajpy były tak zatłoczone że napicie się kawy okazało się niemożliwe. Nie mogłam kupić tulipanów na targu kwiatów bo musiałam uciekać by uniknąć zmiażdżenia i zadeptania przez hordy turystów. Czuję blogową presję pokazywania farbowanych jajek i piórek bo jakieś tam święta już niedługo. Wszyscy robimy to samo, wyglądamy tak samo, mieszkamy tak samo, mamy takie same marzenia i aspiracje. Bo skoro wszyscy się tłoczą po te tulipany to znaczy że to musi być fajne. Bo skoro wszyscy te jaja wybielają i pokazują na blogach to znaczy, że tak jest ładnie. Towarzystwo wzajemnej adoracji, towarzystwo kolektywnego tłoczenia się w pogoni za byciem cool.

Oglądam więc małe chatki na pustkowiu i zastanawiam się czy mogłabym tak mieszkać. Czy miałabym odwagę tak diametralnie zmienić swoje otoczenie i styl życia. Zamienić teraźniejszy zestaw poblemów na zupełnie inny. Czy mogłabym przestać się martwić brakiem zdolności czy talenu i po prostu zacząć lepić garnki, malować, pleść kosze lub po prostu pisać pamiętnik. Pokazać środkowy palec stadu i wypisać się z ogólnie akceptowalnego schematu?

barrington-56 barrington-54 barrington-52 barrington-51 barrington-50 barrington-43 barrington-41 barrington-39

barrington barringtonPhotos from The Bothy Project

This post is also available in: English

  • Pięknie to napisałaś!

  • Podoba mi się ten wpis…tak sobie myślę,że najpierw można spróbować takich wakacji na odludziu, czy to pasuje…jeśli pasuje, to kolejnym etapem mógłby być własny domek letniskowy na odludziu, jeśli to pasuje, to własny dom na odludziu:)
    Ps. mnie ciarki przechodzą na myśl o kolejnych blogowych wpisach z obfotografowanymi tulipanami z każdej strony …brrrrr…ale na wiosnę też czekam z utęsknieniem, jak wszyscy!

    • wakacje na odludzu to jedyna forma wakacji którą uznaje 🙂 problemem nie jest ‘odludzie’ tylko ‘odkulturownienie’ czyli brak dostępu do wystaw, ksiegarni, teatrów… chyba tylko trzyma mnie w mieście.

  • To miejsce, które pokazałaś na zdjęciach zapiera dech. Chętnie spędziłabym tam wakacje. Ale myślę, że 3 tygodnie by mi wystarczyły na ładowanie akumulatorów, pobycie ze sobą i z przyrodą. Na wyciszenie. Potem moge wracać do ruchliwego miasta. Na szczęście ono mnie tak nie przytłacza, bo jakoś się odcinam od tego ślepego pędu. No i chyba nie mogłabym pisać bloga z przymusu pokazywania czegoś. Przecież blog to moje miejsce, moja przestrzeń, moje myśli wyklepane na klawiaturze… moje tulipany :)))

    • racja z tym przymusem. przecież ja też nie robię rzeczy tylko dlatego, że wszyscy tak robią, czy że wypada. bardziej mi chyba chodziło o to, że trudno blogować gdy ma się poglądy i upodobania tak diametralnie inne niż tzw. ‘większość’.

  • To co napisałaś jest mi bardzo bliskie, myślę, że wiele osób, w różnych zakątkach świata dochodzi ostatnio do takiego wniosku. Czytając Twój wpis przypomniało mi się, jak stałam kiedyś w kolejce do kasy w sklepie Zara, za mną stała para, kobieta do mężczyzny powiedziała zamyślona: “wiesz stoimy tu teraz, patrze na ludzi, którzy chodzą po sklepie i nie mam pewności w jakim kraju jestem, mógłbyś mi wymienić każdą stolicę europejską i uwierzyłabym, że to właśnie ona”…
    Pozdrawiam i życzę owocnych przemyśleń 🙂

    • hahaha, zawsze mam takie myśli jak jestem np. na lotniskach czy właśnie w centrach handlowych… można serio się pogubić w jakim jest się kraju bo wszystko wygląda tak samo.