Month: March 2015

spring restaurant

RESTAURACJA SPRING W LONDYNIE

Restauracja Spring jest już otwarta! Planuję kiedy będę mogła wreszcie się tam wybrać . Jedzenie na pewno będzie dobre bo Skye Gyngell jest znana z dobrej kuchni. Ale to wnętrze! To mnie najbardziej kręci! Naturalne kolory  i tonacja delikatnego różu. Piękne lampy, marmurowy bar, wysokie sufity i wielkie okna. Duża w tym zasługa samego budynku bo Somerset House to piękny przykład neoklasycznej architektury. Jest bardzo elegancko ale nie pretensjonalnie i bez zadęcia często obecnego w restauracjach znanych kucharzy. Widać to nawet po strojach obsługi, zaprojektowanych specjalnie dla Spring. Taka nowoczesna i ‘z pazurem’ odmiana kelnerskich białych koszul i fartuchów. Mam nadzieje, że uda mi się tam niedługo wybrać i podziwiać ten wystój na żywo! Photos from here and here

jak radzić sobie ze strachem przed lataniem

STRACH PRZED LATANIEM

Pierwszy raz leciałam samolotem w w 1991 roku. Wieki temu. Wtedy jeszcze była to ekscytująca sprawa, bo była to impreza droga i tochę taka dla wybranych. Pamiętam, że się denerwowałam. Nie wiem dlaczego bo przecież byłam za mała żeby wiedzieć o katastrofach, wypadkach i takich tam. Pamiętam jednak że byłam spięta. Samolot był to sławetny TU-154. Najbardziej utkwił mi w pamięci hałas w środku i mała ilość miejsca. Wtedy jeszcze nie było takiego wynalazku jak ‘tanie linie lotnicze’ i podczas każdego lotu podawali jedzenie. Po rozłożeniu stolika nie można było się ruszyć i to było straszne bo czułam się uwięziona nie tylko w tej metalowaj latającej puszce, ale także w swoim własnym siedzeniu. Nie przypominam sobie jednak dużo więcej, nie przeżyłam traumy ani samolot nie miał żadnej awarii. Potem długo nie latałam. Nie było okazji bo na wakacje jeździłam autokarem. Takie były czasy. Skończyłam liceum i na studiach znowu zaczęłam podróżować samolotem. Poleciałam do Stanów, byłam w Grecji. Nie pamiętam tych lotów zupełnie. No może oprócz tego do Stanów bo pierwszy raz leciałam wtedy takim …

EKLEKTYCZNE MIESZKANIE I MYŚLI O BLOGOWANIU

Chwilę mnie znowu nie było. Dwa powody. Powód jeden: trochę mam ostatnio podobne myśli jak Anna z Door Sixteen. Czy blogowanie ma jeszcze sens? Tak naprawdę więcej mnie jest na Instagramie czy na Pinterest. Czy ktoś jeszcze czyta, czy ludzie wchodzą na blogi tylko dla obrazków (kadrów, jak to się teraz irytująco nazywa)? Powód dwa: żeby blog był faktycznie fajny, trzeba poświęcać na niego dużo czasu. Ja, chociaż bardzo lubię blogować, nie chciałabym żeby blog pochłaniał mój cały wolny czas. Jest też cała masa innych rzeczy które mnie interesują a doba niestety nie jest z gumy. Czasami zatem trzeba z czegoś zrezygnować. Jeśli po całym tygodniu wypełnionym obowiązkami mam w sobotę do wyboru brunch ze znajmomymi, wypad za miasto czy fotografowanie jajek na wiosenne wspisy to… wybieram te dwie pierwsze opcje. A potem robi się już ciemno, w niedzielę jest ponuro i pada no i zdjęć nie udaje się już zrobić. Dlatego najczęsciej na blogu lądują zdjęcia gdzieś wyszukane, jakiś podobające mi się… kadry (no cholera jasna!). Jest też powód numer trzy. Czasem po prostu mam …

INTO THE WILD

Nie wiem czy to upływający czas czy może te długie lata spędzone w zatłoczonym i wiecznie hałaśliwym mieście ale coraz częsciej mam ochotę na kompletną odmiane. Na proste życie z dala od zakorkowanych autostrad, tłumów ludzi, sklepów, wiecznej pogoni z pracy i do pracy… W zeszłym tygodniu dwa razy utknęłam w metrze, uwięziona na małej przestrzeni z masą obcych ludzi, gdzieś głeboko pod ziemią. We are expecting severe delays… W weekendowy poranek wszystkie knajpy były tak zatłoczone że napicie się kawy okazało się niemożliwe. Nie mogłam kupić tulipanów na targu kwiatów bo musiałam uciekać by uniknąć zmiażdżenia i zadeptania przez hordy turystów. Czuję blogową presję pokazywania farbowanych jajek i piórek bo jakieś tam święta już niedługo. Wszyscy robimy to samo, wyglądamy tak samo, mieszkamy tak samo, mamy takie same marzenia i aspiracje. Bo skoro wszyscy się tłoczą po te tulipany to znaczy że to musi być fajne. Bo skoro wszyscy te jaja wybielają i pokazują na blogach to znaczy, że tak jest ładnie. Towarzystwo wzajemnej adoracji, towarzystwo kolektywnego tłoczenia się w pogoni za byciem cool. …

minimal style szafa minimalistki

WIOSENNA SZAFA MINIMALISTKI

/1/raw cut coat COS /2/Fjallraven Kanken /3/white shirt /4/Brooks VANGUARD /5/ grey sweatshirt /6/Karin Andréasson gold triangle ring /7/ Top Shop white jeans /8/ & Other Stories scarf Nie mam dużo ubrań. Staram się kupować mało ale za to dobrej jakości. No i tylko takie ubrania, które podobają mi się na 100%. Moja szafa zaczęła wyglądać jak wzorcowa szafa minimalistki. Od kilku dni noszę już wiosenne ubrania i jestem z tego powodu najszczęśliwszą osobą na świecie. Nareszcie można ubrać jaśniejsze kolory a nie tylko czernie bezpieczne na zimowe deszcze i wiatry. W zeszłym roku wiosną królowały u mnie pastelowe i pudrowe róże a teraz stawiam na szary i biały. Udało mi się upolować świetny płaszcz z COS w ciuchbudzie, dokładnie taki jak na zdjeciu. Jest najwspanialszy na świecie i zdejmuję go tylko do spania. Do tego podarte dżinsy z wyprzedaży w Top Shop, zwykłą biała koszula i szara bluza. To wszystko już mam. Reszta to marzenia. Rożowo-złote Brooksy, szary plecak Kanken, chusta z & other stories i pierścionek zrobiony przez Karin Andréasson. Marzenia marzeniami a urodziny mam …

kitchen update on budget ideas

JAK ZMIENIĆ KUCHNIĘ MAŁYM KOSZTEM

Dwa miesiące temu pisałam o moim niezadowoleniu z posiadanej kuchni. Planowałam wtedy zmienić kilka rzeczy tak aby kuchnia wydawała się mniej sielska i nabrała bardziej nowoczesnego charakteru. Podstawowym problem było jak zmienić kuchnię małym kosztem? Chciałam wprowadzić jakieś zmiany  praktycznie bez udziału nakładów finansowych i dużych robót typu wymiana szafek, kładzenie kafli itp. Moja kuchnia jest jeszcze całkiem nowa(ma niecałe trzy lata!) i tak na prawdę nie dzieje się z nią nic złego – po prostu zmienił mi się gust. Poprzedni wpis i zdjęcia stanu ‘przed’ można zobaczyć tutaj Czy mi się udało? Ano wprowadziłam w życie prawie wszystkie planowane zmiany: – ściany zostały przemalowane na biało – zmieniłam uchwyty do szafek i szuflad – pomalowałam wsporniki półek na biało – zniknął okap nad kuchenką – pojawiła się długa półka – zniknęła tablica na stołem. Jednak jestem zadowolona ze zmian i uważam że kuchnia prezentuje się teraz dużo lepiej. Nadal ciągle coś przestawiam, dostawiam i przewieszam. Chciałam zmienić pojemniki na jakieś białe ale w rezultacie zostały szklane a tylko dorobiłam podpisy z czarnej taśmy. Butelki …

PLAKAT PLAYTYPE

Napisu sobie nie powieszę ale już jedną literę to i owszem. Najpierw wymyśliłam, że zmajstruję taki plakat sama ale potem doszłam do wniosku że wszelkiej maści DIY to po prostu generowanie śmieci – najcześciej wychodzi byle jak i prędzej czy później twór ląduje w koszu na śmieci. Nie będe nic wyklejać, naklejać czy malować. Po prostu kliknę na stronę Playtype i sobie coś zamówię. Będzie drożej, mniej kreatywnie ale przynajmniej będzie zadowolenie totalne. Podoba mi się małe r ale okrągłe s też jest całkiem całkiem… Albo może coś z nowej kolekcji? Takie abstrakcyjne na przykład? Z plakatem jest trochę tak jak z tatuażem. Muszę być pewna czego chcę bo wiem, że zostanie ze mną na długo. Klikam sobie więc po tych literkach i przymierzam na moje białe ściany. Kot śpi, muzyka gra, wino jest czerwone  a w głowie pstro. Chyba właśnie dlatego te litery tak mnie pociągają. Są takie wzorcowe. Takie uporządkowane.  

WIOSENNE DODATKI DO WNĘTRZ

/1/rug /2/pendant lamp /3/white cushion /4/abstract cushion /5/concrete candles /6/ storage boxes /7/terrarium /8/geometric wall hangings Przyszedł marzec i jak za dotknięciem magicznej różdżki pogoda odmieniła się na wiosenną. Mamy więc zatem dużo deszczu ale jest także cieplej i coraz częście wychodzi słońce. W parkach rozkwitają żonkile a tubylcy paradują w krótkich spodenkach i samych koszulkach. Tak, to już na pewno jest wiosna. Nadejście wiosny charakteryzuje się też wzmorzoną wrażliwością na brud. Nie wiem jak wy, ale ja wszędzie natychmiast zaczynam widzieć kurz, plamy, zniszczenie i zaniedbanie. Po zimie wszystko wydaję się takie zużyte… Wtedy czas na porządki. U mnie zawsze pierwszy w kąt idzie zimowy płaszcz bo po kilku miesiącach ciągłego noszenia nie mogę już na niego patrzeć. W domu zaczyna się pranie pranie wszystkiego co mi wpadnie w rękę: zasłony, narzuty, poszewki, dywany. Chowam ciepłe koce i wełniane poduszki. No i pojawia się nowe, często kolorowe. W ten weekend wpadło mi w oko trochę drobiazgów z high-streetowych sklepów. Jedna kolekcja jest tradycyjnie geometryczna i stonowana. Druga dużo bardziej szalona. No ale jak można …